No cóż, w pewnych kręgach rzeczowo się podchodzi do życia, tam nie ma miejsca na konwenanse
Nigdy nikomu nie kazałam zdejmować obuwia, nie miałam takiej potrzeby, wszyscy je zdejmują, ja też, w każdym mieszkaniu jakie odwiedzam.
Jeśli będę miała salon tylko dla gości, bez dywanu, proszę bardzo, róbta co chceta, chrońcie stopy przed zimnem, ale nie wyobrażam sobie tego u siebie w małym mieszkaniu z dywanem na podłodze.
Wielu moich znajomych i w rodzinie ma w takim stylu urządzone pokoiki
Wejdź tam w butach, w kórych obskoczyłeś pół osiedla…
Aby dodać sprawie pikanterii, napiszę o nagminnym zjawisku, które napawa mnie obrzydzeniem.
Nie wiem skąd takie “nawyki” u facetów ( nie wszystkich!), idzie chodnikiem, nie patrzy na nikogo, nakłada paluchy na górną część nosa, lekko schyla się do przodu i puszcza z nosa siarczyste gile…
Przeważnie nikt się nie pcha w zabłoconych gumiakach na salony. Idąc do kogoś z wizytą, ma się raczej czyste obuwie. Wyobraź sobie teraz nawet w tych wnętrzach faceta w garniturze i w skarpetkach, czy kobietę w wieczorowej sukni bez butów. Wygląda to co najmniej żenująco. Jak rycerz bez zbroi Poza tym dywan ma służyć człowiekowi, nigdy na odwrót, robienie z niego jakiejś relikwii sprawia, że goście będą się czuć niekomfortowo.
Garnitur i suknia wieczorowa u kogoś, kto wpada do mnie o 12 w południe na kawkę?
Albo o 17-tej, po pracy i godzinnych zakupach?
A koledzy dziecka prosto z piaskownicy i boiska?
Każdy kto odwiedza mój dom jest gościem, nie tylko ten w garniturze zaproszony na imieniny cioci
Oczywiście nie wszystko sprowadza się do sytuacji oficjalnych i formalnych, w każdym razie nawet bez tego jest mi niezręcznie, gdy ktoś przychodzi i zaczyna ściągać u mnie buty, zwykle wtedy żartuję, że u mnie nie meczet, albo, że szkoda sobie brudzić skarpetek na moich podłogach. Kiedy ja idę pierwszy raz do kogoś, zwykle pytam, czy się u nich zdejmuje buty, żeby uszanować ich reguły i tyle. Trudno, tak już jest w naszym kraju, trzeba się wykazać pewną elastycznością, nie zamierzam zmieniać świata ani nikomu niczego nie narzucam.
Jak wcześniej wspomniałam, wszystko zależy od stylu naszego życia, warunków mieszkaniowych i rotacji gości w naszym domu.
Znam zwyczaje moich znajomych, kiedy odwiedzam kogoś 1 raz, wystarczy spojrzeć co mają na nogach gospodarze domu.
Nie jestem pedantką, jestem prostą babą, a moje mieszkanie pałacem nie jest, jak coś
No właśnie, kluczowa jest ta znajomość zwyczajów Mnie tam do pedanterii też daleko, szkoda na to czasu
Kiedyś pastowałam i polerowałam meble, na moim ramieniu była stale szmatka, już jestem normalna, staram się aby każda rzecz miała swoje miejsce, nie cierpię rozrzucania wszystkiego i graciajstwa, bywa,że 3 dni nie wycieram mebli, nie odkurzam i przymykam oczy na plamy, jak mnie coś napadnie, to bez konkretnego powodu odsuwam meble i wymiatam
“cićki”
ja to Cie podziwiam
z tego co piszesz to albo bym kogos zabila, albo bym wychodzila odsiusiac sie w ogrodzie
Ja się staram utrzymywać jakiś ład wokół siebie, bo tak po prostu łatwiej żyć. Staram się nie „obrastać" przedmiotami. Jakoś ostatnio chętniej mebluję sobie głowę różnymi szpargałami nie zawsze potrzebnymi, ale w przestrzeni fizycznej wolę wolną przestrzeń i minimalizm
Ten zwyczaj przyszedł ze wsi…
Koledzy nie idą “na salony” bo po co?
O dwunastej możesz zaprosić na drugie śniadanko. A w dzisiejszych
czasach jest TELEFON! I można posiedzieć na kawce w kuchni… Jeśli ktoś ma obiekcje, to znaczy że rodzina robiła za podkuchenne!!!
Najlepiej przynieść obuwie na zmianę. Tak się powszechnie kiedyś robiło, ale mało kto o tym pamięta. Ale wielu ludzi wie, że: buty niesie się w łapie i wkłada przed kościołem. W “baciakach” idzie się do krów (itp) a w “białej izbie” obowiązuje BOSO!!! Nie mam nic przeciwko wiejskim obyczajom. Ale nie pochodzę ze wsi…
Też tak lubię, łatwiej zapanować nad porządkiem.
Moje mieszkanie nie oddaje gustu i upodobań, otoczona jestem domkami, lokal jest na wysokości komina kopciucha, kopalnie w oddali, poniekąd zmuszona jestem częściej biegać ze szmatką.
W głowie zawsze mam bałagan, jestem specjalistką od zamartwiania się pierdołami, i tym co może się ewentualnie wydarzyć
Chyba chciałaś powiedzieć “odlać”?
Ewentualnie, przyjeżdżając do kogoś na dłużej wystarczy przywieźć własne kapcie i po problemie