Który z filmów Spielberga,najbardziej do Ciebie przemawia?

Bo jest i Lista Schindlera i jest Szeregowiec Ryan…Filmy ważne,prowokujące do dyskusji,ukazujące wojnę inaczej niż dotąd…
Są też i inne.E.T,Bliskie spotkania trzeciego stopnia…
Był KAPITALNY,“Pojedynek na szosie”,dzisiaj zupełnie zapomniany…
Był Indiana Jones i Poszukiwacze arki,nudny jak dla mnie Hook a z drugiej strony,intrygujący"Kolor purpury".Podobnie jak mimo wszystko ciekawy"Amistad".

Ja jednak zostaję przy…“Szczękach”
Dziwne?
To film rewelacyjnie zagrany przez wybitnych aktorów.Umowny"kostium" samotności i bezradności wobec bezkresu i wobec nieznanego…
Spielberg MISTRZ!!! On to uchwycił i sprawił że bałem się wejść do wody w Kołobrzegu,w 1976 roku! Niezapomniane :grinning_face_with_smiling_eyes:
Na koniec chciałbym wyróżnić film który zapewne przepadłby w tych notowaniach…
Terminal,z genialną rolą Toma Hanksa!
Spielberg pojawił się nagle"w naszych czasach" i ubrał tę opowieść w atrakcyjny i realny kostium.I to w tym filmie wyłowiłem Zoe Saldanę…Ale to tak na marginesie… :wink:

2 polubienia

Ja tez cenię Terminal - to naprawde wybitne dzieło.

“Szczęki”? Spuśćmy zasłonę milczenia…

1 polubienie

Ale dlaczego?
Przecież wiadomo że to bzdura…Ale JAK opowiedziana!!!
Moim zdaniem Spielberg wykonał fantastyczny"skok",z kina pełnego robaków i kosmitów z lat 50/60,w strone innej,niemal realnej bajki w której rządzi strach.STRACH czyli podstawa horroru,sensacji czy thrillera..
Oczywiście Szczęki spowodowały istną lawinę goovna która trwa do dzisiaj…Ale ja za to Spielberga nie winię…
No bo jak winić człeka inteligentnego za głupote tłumu?
Poza tym,Spielberg był wierny swym dziecięcym fascynacjom.Tak baśniowym jak i tym"strasznym".Tylko mu pozazdrościć…

3 polubienia

No wiesz … wybrać ulubiony film Spielberga, to jakby wybrać ulubioną potrawę z kuchni świata. Spielberg bezsprzecznie należy do najwybitniejszych ludzi w swoim fachu i chyba jako jedyny z tego wąskiego grona nie specjalizujący się w jednej konwencji. W mojej ocenie należy mu się miejsce na podium. Jak mało który reżyser niezwykle sprawnie porusza się między przeróżnymi gatunkami, czy to dramat, dreszczowiec, film historyczny lub sci-fi.

“Szczęki” to jeden z takich filmów, które mogę oglądać co jakiś czas i pomimo to się nie znudzą - film bezsprzecznie przełomowy jak na swoje czasy. Ponadto poza oczywistymi “Szeregowcem …” i “Listą …”, z jego repertuaru bardzo cenię Indianę Jonsa (I i III), wspomniany już “Terminal”, ale i również mniej oczywiste jak “Złap mnie jeśli potrafisz”, “Wojna Światów”, “Amistad” … i pewnie coś by się jeszcze znalazło, bo nawet jako producent czy scenarzysta maczał jeszcze place w niejednej świetnej produkcji.

2 polubienia

Przypomniałem sobie, że zapomniałem, a naprawdę wstyd jest o tym nie pamiętać … jeszcze “Imperium słońca”, rzecz jasna w rzeczy samej. :wink:

2 polubienia

Właśnie dlatego spytałem…Mając nadzieję że twórca znany itp.
Ale nawet mnie się zdarzyło… :innocent:
Bo nie widziałem Catch Me If You Can…Czyli mam już coś na poniedziałek wieczór…
Szczęki?
No to raz jeszcze:

“Show Me The Way To Go Home
I’m Tired And I want To Go To Bed
I had a little drink about an hour ago
And it went right to my head” :clinking_beer_mugs: :musical_score:

1 polubienie

Imperium…pamiętam jednak głównie z lektury.Mimo iż film był większym u nas,przebojem..Tak czy siak,świetna historia.
Z tym że Christian Bale [chyba już tak zostanie..] kojarzy mi się ciągle z rolą Mojżesza u R.Scotta :grinning_face_with_smiling_eyes:

1 polubienie

Mi wystarcza niektore wspolczesne podcasty.
Wystarczajaco moga zlasowac musk.

Dla mnie najlepsze są klasyki na których nadal wielu twórców się wzoruje czyli Lista Schindlera, Szeregowiec Ryan, Kompania braci

2 polubienia

Pytanie mnie zagwoździło. W pierwszym odruchu chciałem postawić na Listę Schindlera, ale zaraz na myśl przyszły mi cudownie zrobione Szczęki i Szeregowiec Ryan. A później przeczytałem komentarze koleżeństwa i całkowicie zostałem pozbawiony zdecydowanego wyboru. Nie wiem czy dobrze zrobię kładąc znak równości między dziełami tego reżysera. Pomyślę jakiś czas jeszcze bo teraz nie umiem wybrać.

3 polubienia

Po tym, jak obejrzalam filmy z Irpienia z relacjami swiadkow to Spielberg przy nich zbladl.

Doskonale znam to uczucie.
Wybór,przynajmniej taki jednoznaczny,jest niemal wykluczony…Czasem to zależy od nastroju bo na bank masz do czynienia z perfekcją,rzadką urodą,znajomością tematu…
I nie sposób powiedzieć że to jest lepsze od tego…Tym bardziej gdy tematyka taka rozmaita…

1 polubienie

I chyba uznam to za swoją odpowiedź o ile nie masz nic przeciw.
Arkę też bardzo lubiłem.

A teraz suchar na temat Spielberga dość stary.
Kiedy Spielberg po śmierci przechadzał się z panem Bogiem i sobie rozmawiali, jakiś młody anioł zapytał starszego; - Cherubinie, powiedz mi co to za facet rozmawia ze Spielbergiem?

1 polubienie

Właśnie obejrzałem Bliskie spotkania trzeciego stopnia…Obejrzałem..Nawet dwie przerwy reklamowe witałem z radością…
Ten film zwyczajnie się zestarzał.Nic dziwnego…Minęło lat…no niemal pół wieku.I nawet obecność jak zwykle świetnego Dreyfussa,nic nie zmienia…
Ten sam aktor w Szczękach porywał…Tutaj jakby nieco zgaszony…Nie wiem ale ogólny odbiór dawnego przeboju kinowego,wyszedł mi jakoś tak,średnio :thinking:

Ten film (Bliskie spotkanie trzeciego stopnia) się zestarzał? Film ma już swoje lata, ale nadal w środowisku ludzi interesujących się problemem jest bardzo pozytywnie postrzegany. Ja bym był w tej kwestii bardziej ostrożny. W moim odczuciu ten film nie odmłodniał ani się nie zestarzał. To raczej kwestia tego, co widz oczekuje. Ludzie życzyliby sobie, by w temacie UFO stała się eureka. Niestety nadal wśród ludzi którzy na serio zajmują się tym tematem nic konkretnego nie wiadomo, dlatego też ten film wśród niektórych może nie być obecnie spełnieniem oczekiwań. Ale UFO to nie jest biologia, to nie fizyka czy matematyka. Tu nie da się obecnie nic udowodnić ani konkretnie przedstawić - proszę, popatrzcie! Mam dowód. Tu nie da się jak na razie dojść do jakiegokolwiek konsensusu i nadal tak naprawdę ludzkość jest w czarnej d. Temat UFO wymyka się wszelkim kanonom dotychczasowej nauki, jaką ludzkość zna i zdążyła przez tysiące lat ukształtować i przyswoić. UFO nie podlega jakimkolwiek naukowemu badaniu, wymyka się również intuicyjnemu przebiegu faktów. UFO czasem zachowuje się kompletnie irracjonalnie, wręcz głupio. Takich sytuacji jest znanych setki. W ogóle, jest to niesamowicie ciekawy temat, w naszym kraju bagatelizowany i szufladkowany na poziomie co najmniej kabaretu. Spielberg na kanwie tego, co było już wiadomo zrobił film i podkręcił fabułę, do czego zresztą miał prawo. Jednak z pewnością się nie wygłupił, jak wielu przed nim i po nim. W ogóle podszedł do tematu bardzo poważnie. W czasie realizacji filmu zatrudnił Josefa Hyneka - przedstawiciela oficjalnej nauki. Hynek był profesorem astronomii i jednocześnie ufologiem - człowiekiem jak najbardziej wykształconym. Nie wolno powiedzieć, że był kimś nawiedzonym. Do tematu UFO Hynek podchodził sceptycznie, z otwartym umysłem i z pewnością nie fantazjował. Brał udział w wielu rządowych projektach i badaniach tego problemu w USA. W książce “Zetknięcie z UFO” w 1972 roku przedstawił naukowe podejście do tematu i dał wytyczne, jak do tego trzeba się zabrać w czasie, gdy u nas problemem były tylko półki z octem czy pękające przeguby syrenek. Takiego kogoś zatrudnił do filmu Spielberg. W tym czasie w USA trwały miesiącami debaty nad zjawiskiem UFO. Różnica między tym co się działo na tym polu w Europie i USA była i jest kolosalna. Już widzę, jak do jakiegoś polskiego filmu sci-fi któryś z naszych reżyserów zatrudnia i daje rolę profesorowi astronomii. Reżyser wytłumaczył po swojemu, co się stało z pięcioma bombowcami, które wystartowały z Fortu Laurdeldale, ba nawet pokazał kosmitów! Czy tak było naprawdę? Nikt tego do tej pory nie wytłumaczył lepiej, więc każde może być właściwe. Osobiście czytałem na ten temat chyba ze sto razy… Mam również swoje zdanie na ten temat, ale nie o to tu chodzi. Ten film więc nadal jest otwartą księgą w tej dziedzinie i akurat w tym temacie nikt mu nic nie może zarzucić. To rzadka sytuacja, bo nadal w sprawie UFO niewiele wiadomo. Od czasów tego filmu zmieniło się z grubsza jedynie to, że obecnie rząd USA (właściwie Pentagon), oficjalnie przyznał się, że są zjawiska na niebie, których nie da się wytłumaczyć i nie są one wytworem ludzi. To już bardzo dużo. Uważam, że jak na razie to film, który jest jedną z furt do jakże niezwykłego tematu jakim jest UFO. To, co napisałem, jest tak ogromnym skrótem tego, co chciałem napisać, że jestem świadomy tego, że bardziej zbagatelizowałem temat, niż go przedstawiłem, ale mimo to w tym czuję się dość dobrze. Można pytać, dyskutować, byle nie zabierać niepotrzebnie czasu. Przecież nie chodzi o to, bym tu pisał elaborat, bo kogo to tak naprawdę tu obchodzi?
Uwielbiam Spielberga i jego filmy.

Hynek w filmie “Bliskie spotkanie trzeciego stopnia”

2 polubienia

Tak.

Ludki do dziś wierzą, że są pępkiem Wszechświata i nic nie wskazuje na to, by w dającej się przewidzieć przyszłości miało się to zmienić. Zwłaszcza w podejściu do zjawisk, których nie da się łatwo zamknąć w tabelce, wykresie lub eksperymencie „tu i teraz”.
Skoro czegoś nie da się udowodnić, to znaczy, że nie istnieje. Kropka.

Historia już to przerabiała ten schemat.
Giordano Bruno spłonął na stosie za głoszenie idei niezgodnych z obowiązującą wizją świata.
Mikołaj Kopernik, świadomy konsekwencji, zwlekał z publikacją O obrotach sfer niebieskich do ostatnich dni życia.
Galileusz za swoje „a jednak się kręci” doczekał się rehabilitacji… trzysta pięćdziesiąt lat po śmierci.

Wszechświat nie powstał w wyniku kaprysu przypadku, lecz jako efekt zjawisk deterministycznych rządzonych prawami fizyki. Skoro w określonych warunkach na Ziemi mogło pojawić się życie, to biorąc pod uwagę skalę Wszechświata i elementarny rachunek prawdopodobieństwa, można przyjąć, że w innych jego rejonach życie również mogło powstać.

Nie ma żadnych przesłanek, by uznawać Ziemię za miejsce uprzywilejowane. W wielu zakątkach kosmosu warunki sprzyjające narodzinom życia mogły zaistnieć znacznie wcześniej niż u nas. Naturalną konsekwencją byłby dłuższy czas rozwoju, a więc potencjalnie wyższy poziom zaawansowania technologicznego tamtejszych cywilizacji.

Czy ktoś do nas przyleciał?
Czy nas odwiedzają?
Czy są wśród nas obecni?

Nie ma na to niepodważalnych dowodów. Ale brak dowodu świadczy wyłącznie o granicach naszych aktualnych możliwości poznawczych.

Osobiście wolałbym, aby do spotkania trzeciego stopnia jednak nie doszło. Historia dostarcza aż nadto czytelnych analogii. Europejskie wyprawy „w poszukiwaniu drogi do Indii” przypadkiem odkryły obie Ameryki. Dla cywilizacji uznanych za „mniej rozwinięte” nie skończyło się to dobrze.
Kontakt Ziemian z cywilizacją wyraźnie bardziej zaawansowaną technologicznie również nie skończyłby się lepiej.
Jeśli już ktoś miałby się tu pojawić, to raczej nie z ciekawości lecz po swoje „złoto i przyprawy”, cokolwiek by one dla nich oznaczały.

W takich spotkaniach rachunek zawsze wystawia silniejszy.

4 polubienia

Też jestem tego zdania.
Mam jeszcze jedno pytanie. Czy obcy muszą być naszej wielkości? A może są olbrzymami względem nas albo mikrobami?

1 polubienie

Może głupio się przyznać ale ja twego filmu nie oglądałem. Natomiast przeczytałem książkę, która na podstawie tego filmu napisała Leslie Waller. Ona była również współautorką scenariusza do tego filmu. Szczerze mówiąc nie bardzo mnie ta powiastka poruszyła.

2 polubienia

“UFO zachowuje się…”
Ależ Ty już przyjąłeś że ono istnieje!
Gdzie są te setki dowodów o których wspominasz by zaraz potem postawić pytanie opatrzone odpowiedzią:“Czy tak było? Nikt nie wie…”
Mamy więc raczej do czynienia z jakimś umiłowaniem tematu,z fascynacją.I raczej niczym więcej.
Ja nie czekam na żadną eurekę!Nawet nie sugeruj tego bo jeszcze ktoś moze mnie zacząć tak kojarzyć…
Nie jestem tym wszystkim specjalnie zainteresowany ale jeśli już…Bliżej mi do Lema,pisarza za którym nie przepadam ale którego cenie niczym GENIUSZA,jako myśliciela.Lem to właśnie,wyśmiał Von Danikena w sposób jaki bardzo mi przypadł do gustu.Niestety nie pamiętam jak to szło…Pamiętam Edmunda Burke’a,czasem Szekspira ale na tym chyba koniec z cytatami :innocent:
Wróćmy więc do filmu.
Nie trzeba nawet zainteresowania by zaakceptować spielbergowe podejście do tematu.Przede wszystkim,jakieś zdumiewająco obiektywne.Tam gdzie jedni się śmieją,on zostawił otwartą furtkę,potraktował te nawarstwione przez lata znaki zapytania poważnie…
A jednak dzisiaj uważam że film po trosze spotkał ten sam los co słynna Filadelfię z Tomem Hanksem.Nie mogę się bowiem oprzeć wrażeniu że twórca za wszelką cenę manifestuje swe podejście czy w ogóle zajęcie się dotąd niepoważnie zagospodarowanym tematem.
To żadna zbrodnia a wręcz przeciwnie.To raczej ja jestem skażony tym że wiem jak powstają"plany akcji" i znam na wylot tzw.“pokoje redakcyjne”.Cynizm Hollywoodu nie zna granic…
Oczywiście Spielberg już dawno osiągnął swą niezależność ale chyba warto pamiętać o tym,o czym wspomina na każdym kroku.Film to jedynie spełnienie jego dziecinnych marzeń.W.Wordsworth powiedział kiedyś że nikt nigdy nie zazna pełni szczęścia,jeśli nie pozostanie choć trochę dzieckiem…I słowa te pasują tutaj idealnie.
Miał i ma do tego prawo jak każdy twórca bo nic nam do tego co twórca wymyśla.My jednak też mamy swoje prawo.Prawo do oceny.
I moim zdaniem,film,podkreślam FILM,po latach,lekko trąci nudą czy banałem.Bo właściwie nic się ani nie wydarzyło,ani tym bardziej,nie zmieniło.
Żadna małolata dzisiaj nie zapłacze na widok ET,nikt już nie zarwie nocy z powodu finałowych ujęć Close Encounters…Poza stosunkowo wąskim gronem entuzjastów…Tak się jednak dzieje w każdej dziedzinie.
Na koniec…Lewy prosty.
Do historii przeszła 2001 odyseja kosmiczna ,S.Kubricka
Spielberg może tym razem nie miał aż takich ambicji i ja twardo stoję na stanowisku że po prostu zabawił się na poważnie,odrzucił kpinę,za co należą się wielkie brawa.
Niemniej…Ten film wypełniał kiedyś sale kinowe na wieczornych seansach…Dzisiaj leci w tv koło południa lub w porach poobiednich.
To nie jest krytyka jako taka…Taki los jednak spotyka mnóstwo filmów które miały w momencie powstania,być nośnikiem jakiejś ideii czy doraznej dydaktyki…I tu nie różnicy miedzy socrealizmem a aids czy kosmosem

2 polubienia

Mała nieścisłość. Lem nie wyśmiał Daenikena, on go bardzo rzetelnie i obiektywnie wypunktował. A przy tym bez cienia złośliwości. Chciał to wydać w formie książki ale wspólni przyjaciele jego i Daenikena odwiedli Lema od tego zamiaru ponieważ po publikacjach w periodykach naukowych i prasowych, Daeniken się z tego rozchorował. I Lem wspaniałomyślnie zakończył temat a Daenikien niczego już więcej nie napisał.
Stanisław Lem w sposób naukowy rozjechał wszystkie “dowody” na istnienie śladów przybyszów z kosmosu będącymi twórcami ludzkiej cywilizacji. I to tak, że sam Daeniken i jego środowiskoi nie miało argumentów.
No, ale wtedy nie było takich wiarygodnych dowodów ni żródeł jak YT, tik-toki i temu podobne. Dziś Lem, lekarz z zawodu, by przegrał z internetowymi “naukowcami”.

3 polubienia