Kolego @ZiraaeL tajemnica Poliszynela jest co @birbant mysli o ryzu.
Obawiam się, czy swiadomosc z czego bimber zostal upedzony tez nie przelozyloby sie na poziom konsumpcji? A raczej jej efekty wtorne?
Ryżówka to nie za bardzo, ale bimber z ryża dobrze zrobiony jest dobry.
Jeszcze za komuny ojciec mego najlepszego kumpla trudnił się amatorsko wytworem różnego rodzaju tego typu produktów i tu słowo; “amator” jest niewłaściwe, bo w jego piwnicznym laboratorium powstawały poezje, lepsze od tego, co produkowali zawodowcy. Bardzo lubiłem odwiedzać ten dom. I nigdy się nie zdarzyło abym był w stanie opuścić go drugiego dnia.
Sake to właściwie ani wódka ani wino a tym bardziej piwo. Chyba pod wzgledem podukcji to najblizej temu do kumysu, a smakowo? Nie wiem, ale w obie strony smakuje tak samo.
Co do talentow w zakresie produkcji trunków to wbrew pozororom panstowe nie jest trudno przeskoczyc. Choc. Z grochu tez się dawalo upędzic, ale to juz podobnie jak w przypadku ryzu potrzebnyodpowiedni szczep drożdży. Te zwykłe nie wystarcza, trzeba suszone lub dodac winogron czy rodzynek.
a trzeciego? to był “poszukiwany, poszukiwana”…i cukier załatwial, żeby oddać
Trzeciego, to go pewnie wynosili
Kilka razy degustowałem, tam gdzie mnie goszczono w niektórych miejscach, ale na krótkiej degustacji się kończyło. Jakoś smakowo nie za bardzo przypadł mnie ten japoński produkt…
To Pan niech spróbuje tego.
Nie z kaszy, czy z ryżu. Z kukurydzy.
Przed sierpniem 1945 japańce nie umieli warzyć whisky. Jak po Hiroshimie odebrano im wszystkie katany, to się nauczyli
Nie miałem pojęcia, że takie cóś istnieje. Ale bimbra z kukurydzy piłem. Taki sobie choć upodlał nieźle.
Są Panie na tym świecie rzeczy, które nawet największym filozofom się nie śniły.
Mi zdeydowanie nie przypadł.
Sushi to z wiadomych względów, bo to ryż i to w dodatku o konsystencji jakby juz ktos to przetrawił.
Na szczęście jest to tylko segment tej skadinad smacznej i urozmaiconej kuchni.
Nie ma obawy, ze z głodu umrzesz, oczywiscie jesli jadasz owce morza i wodorosty zamiast salaty przyswoisz to nawet masz szansę przytyć.
Kiedys wyladowalismy w knajpie z japonskim żarciem w Ausrtii - oni chyba nawet się cieszyli, że nie chcemy sushi i sake. Chyba z 10 innych potraw sprobowalismy popijajac whisky (jak do tego doszli to nie wiem, ale ta samakowala prawie jak szkocka) i jakims fermentowanym kompotem z japońskich śliwek. Co ciekawe, oni w zasadzie nie uznaja deserow, choc niektóre slodkie potrawy podają dla urozmaicenia poiedzy innymi daniami.
Miał być temat o dziwnych rzeczach w pralce, a powoli, kropelka po kropelce, schodzimy do piwnicy.
.co w piwnicy tak piszczy
Z ciekawostek? Nie tylko ja, ale sporo moich znajomych uzywalo pralki automatycznej do nagrzewania wody do kapieli, kiedy w okresie letnim wylaczali ekektrocieplownie (ponoc przerwa konserwacyjna ?)
A jak to było z Franią?
Miała grzałkę wody?
Ja nie pamiętam Frani w domu, ale na pewno była. Urodziłem się już w burżuazyjnym okresie i moje zasrane pieluchy tetrowe prane były w automacie Polar. To był sprzęt. 26 lat śmigał do upadłego.
Pralka grzalki mie miala.
W wersji lux miala za to wyżymaczkę .
My mielismy pralke Franię
zainstalowana w piwnicy z odplywem do kanalizacji, więc z plukaniem (czyli wymiana wody problemu nie bylo), ale ogolnie urzadzenie to pod względem wygody niewiele roznila sie od balii i tary do prania. Może odrobine od prania w strumieniu
W pozniejszych czasach mozna bylo dokupic dodatkowe urzadzenie zwane wirówką.
Dostępność pralek automatycznych jakie by one nie były? To był przelom cywilizacyjny.
Na miare odkrycia Ameryki w konserwach…
Cholera ze 20 lat za murzynami?
A polara mialam, dlugo służyła ponad 30 lat? po naszym wyjezdzie z Pl w 1990 wyladowala u tesciowej. A tam trop sie urwal, w kazdym razie do jej smierci w 2010 byla na chodzie.
Też taką mieliśmy odkupioną od znajomych. Ta długowieczność dotyczyła pierwszych automatów, gdzie styki w programatorach były z metali szlachetnych, np z platyny. Potem już tak dobrze nie było, styki robiono oszczędnościowo z miedzi i programatory psuły się dość często.
Co do Frani, który to luksus nabyliśmy przed automatem, to ciepła woda szła z junkersa prysznicem. Potem podnosiło się i przechylało Franię tak by tę wodę wylać do wanny, następnie również za pomocą prysznica dolewało zimnej do płukania, a na koniec “suszyło” się za pomocą wyżymaczki na korbkę. Drobne pranka zasuwało się ręcznie w wannie pocierając o siebie dane ciuchy i potem wyżymając przez skręcanie rękami.
A co do pieluch tetrowych, to największym problemem było ich suszenie.
To tyle na razie jeśli chodzi o wkładanie dziwnych rzeczy do lodówki.
A masza Frania miala waz do spuszczzania wody, bezposrednio do piwnicznej kanalizacji lub wiaderka
A ciepla woda z junkersa. Co powodowalo stany przedzawalowe u starszego pokolenia przyzwyczajonego do poscieli pranej przez wygotowanie w garach, mozolnym plukaniu, krochmaleniu i maglowaniu na blachę.
Ostatnio doczytalam, ze metoda na pozbycie sie grzybicy z butow jest owiniecie ich folią i zapakowanie do zamrażarki. Hmmm. A jak ktos z kurczakiem pomyli?
Znałem takiego co w latach 90 radia samochodowe wkładał do zamrażarki…, co by się rozkodowały…, a przy okazji wycieraczki do szyb, żeby wszystko było razem… Ale te radia nie chciały się w zamrażarce rozkodować. W sumie chyba na 3 lata go posadzili za to wkładanie do lodówki.
Tak, to byly czasy…przechylanie Frani do wanny widzę wszyscy praktykowali, bo do muszli trudno było trafić, jak się źle zaparłeś o ścianę.
To co wy za model mieliscie?
Przeciez miala wąż do wypuszczania wody?
Fakt, że wtedy wiaderko bylo potrzebne.
Ale miala jedna zaletę - mogla byc uzywana tam gdzie nie bylo biezacej wody, tylko, ze czlowiek sie tych wiaderek ze studni nanosic musial?
A z nietypowych zastosowań? Moja wiejska rodzina uzywala Frani do ubijania masła. Skuteczna i latwa do utrzymania w czystosci jest.