Dyskusja na temat migracji często sprowadza się do wymiany coraz bardziej skrajnych argumentów.
Faktem jest, że populacja rodzimych Europejczyków kurczy się z powodu niewystarczającego przyrostu naturalnego. Dobrobyt i promocja konsumpcyjnego stylu życia, tudzież wielka ofensywa zlewicowanego feminizmu sprawiają, że mamy pod tym względem nieciekawą sytuację. Tutaj migracja faktycznie ratuje sytuację i jest to niepodważalny fakt. Niestety polityka otwartych granic i ”Refugees Welcome” to przejaw skrajnej nieodpowiedzialności i głupoty. Zakładanie sobie i innym klapek na oczy, że nic wielkiego się nie dzieje nie zmienia faktu, że poprzez traki model migracji dla bardzo wielu osób jakość życia i bezpieczeństwa znacząco się pogorszyły. Oczywiście nie jest to jakiś armagedon, jak wieszczy prawa strona, podsuwając jednocześnie drastyczne nagrania, jakoby Zachód już się kończył. Z drugiej strony kontrargumenty, że Polacy na emigracji ”taaakie ancymony że ho ho”, że przecież ja tam byłem, przeżyłem i nic takiego nie widziałem, nie oznaczają, że takie rzeczy się nie dzieją i ktoś teraz nie ponosi naprawdę poważnych konsekwencji czyjejś głupoty z przeszłości. To jest właśnie moment, żeby obie strony zgodnie stanęły się wobec faktu, że przy naszym słabiutkim przyroście należy w końcu zacząć uprawiać skuteczną politykę prorodzinną i ogólną promocję rodzicielstwa, a braki łatać migracją w sposób racjonalny, tak, by w jak najmniejszym stopniu powtórzyć błędy innych. Niemniej i tak wiem, że to nie nastąpi, za to nastąpi co innego …