Może należałoby zapytać dlaczego i dla kogo robi to wszystko a może nawet za ile to robi?

Nie ma takich. To fantasy

Stary kawaler po smierci matki :rofl::rofl::rofl:

Ja jestem takim mężczyzna!
I to niemal dokładnie…
Niemal… bo dzisiaj pierze głównie pralka.Ale ja się tym zazwyczaj zajmuję.Sprzatam i zmywam każdego dnia a gotuje nieco rzadziej.No chyba że w Anglii :wink:
I nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.Tym bardziej że wszystko to bardzo lubię.
Dla kogo?
Ano dla mojej rodzinki i dla własnej satysfakcji.
Natomiast pytanie"za ile",pominę milczeniem bo jest zdecydowanie nie na miejscu.

W moim przypadku można dodać jeszcze prasowanie. Lubię prasować. W obu moich małżeństwach obowiązki domowe były tak podzielone, że robiliśmy to mniej więcej po połowie zależnie od okoliczności.

Zgadza się.Prasowanie relaksuje.I fajnie się muzyki słucha w trakcie :blush:
Kiedyś gdy czasu było więcej,bawiłem się tak nie tylko dla domu…
Mój nieżyjący już przyjaciel,w czasie"dynamicznego rozwoju",pobudował się w podpoznańskim Przezmierowie.Zamiast parapetówy,podsunęliśmy mu sztańską myśl aby…zrobił sylwestra!
I tak się stało ale…Piętrowa willa wymagała dopieszczenia…
Moja,w owym czasie,firma polonijna miała przestój i wyszło z tego wolne jak w pamiętnej “klęsce żywiołowej”.Cały grudzień i połowa stycznia…
No to…Do roboty!
Ubiłem błyskawiczny “interes” i za kolacyjkę we wspólnym gronie oraz butelkę Egri Bikaver,umyłem w tym domu okna.A były to okna"szwedzkie" czyli te do rozkręcania…Siarczysty mróz nie ułatwiał sytuacji ale i tak,uwinąłem się póki było jasno…
Czułem sie nazajutrz jak pieprzony"przodownik pracy" :joy:Ręce mi się jakoś dziwnie unosiły…
Czego się wtedy nie robiło aby się tylko odgrodzić od otaczającej ponurości i nędzy lat 80-tych!
Najskuteczniej działała lista przebojów Trójki ale reszta to już w naszych rękach :grinning_face:

Dla mnie nie ma problemu, ja to wszystko robię. Z wyjątkiem prasowania - którego nie wiedzieć czemu, nie lubię. Ale np. lubię myć okna! :slight_smile:

Mycie okien mnie nie odstrasza, ale wieszanie firan, to katorga i obie moje żony robiły to same, jak tylko trzymałem te pieprzone firanki albo zasłony.

Bo to nie jest robota dla niskich ludzi :sweat_smile: Coś o tym wiem i dlatego kupiliśmy sobie drabinę na miarę naszych "pokoików"mających ok. 3m.70 cm. I od razu szybko idzie!
Ale fakt…Mycie okien,to je ono!
Lubie gdy po robocie tak szybko i wyraznie widać efekty!

Opcji jest kilka. Opisany powyżej mężczyzna może być starym kawalerem, może być również kimś, który zajmuje się domem, kiedy jego kobieta realizuje się zawodowo, albo facetem, który związał się leniwą, głupią i podłą babą.

U mnie wygląda to tak, że zajmuję się zaprowiantowaniem i gotowaniem, ponadto sprawami technicznymi, urzędowymi, rachunkami i finansami. Żona natomiast w zakresie ma sprzątanie, pranie, dbanie o reprezentatywny wygląd rodziny, ogarnia większość kwestii edukacji potomstwa i najczęściej kwestie organizacyjne w zakresie wyjazdów. Uważam, że obowiązkami podzieliliśmy się sprawiedliwie, oboje doceniamy i darzymy się szacunkiem za wnoszony wkład i pracę. Szacunek to podstawa …

Baaardzo podobnie.Z ta różnica ze ja nie należę do wybitnych kucharzy.A moja żona, tak!!!
Najciekawsze jest jednak to że u mnie tez żona jest sto razy lepsza i sprawniejsza w kwestiach organizacyjnych tyczących wyjazdów.

Ja do zmywania włączam sobie telewizję muzyczną lub stację radiową (jedno i drugie przez satelitę :satellite_antenna:), więc zmywanie w miarę dobrze mi się kojarzy.

Mnie się każda ,domowa robota dobrze kojarzy.A już"bezsensowne"przestawianie płyt lub książek jest w stanie wyciągnąć mnie z najgorszego humoru :grinning_face:
Jedyna rzecz której autentycznie nienawidzę to pośpiech…

Organizowanie wyjazdów to moja domena i rozkminiam to w najdrobniejszych szczegolach