"Szkolna wycieczka zamieniła się w koszmar. 17-letnia Sandra Waluś z Mysłowic, uczennica I Liceum Ogólnokształcącego, po tragicznym wypadku na snowboardzie w Austrii trafiła do szpitala. Lekarze wprowadzili ją w śpiączkę farmakologiczną (…) Z opinii lekarzy wynika, że prawa półkula mózgu Sandry nie wykazuje aktywności, natomiast lewa pracuje w bardzo ograniczonym zakresie. ".
Czy ludzie na glowe juz zupelnie poupadali, ze dziecko na szkolnej wycieczce uprawia tak niebezpieczny sport? Rodzice radosnie wyslali dziecko na wycieczke a szkola radosnie wcisnela odpowiedzialnosc za takie spedzanie czasu na szkolnej wycieczce?? To rodzice sa od tego a nie obcy ludzie, zeby z nimi jezdzic na takie wyjazdy.
Mam nadzieje, ze po tej tragedii takie pomysly sie skoncza.
Ta z tym nozem w Kwidzynie to moze oszalala na mysl, ze to, co moze wypracowala pojdzie jak krew w piach, jak dzieci w szkole zaczna byc uczone, ze uczyc sie nie muszo.
W kwietniu mija 2 lata, jak sie dzieci nie meczy pracami domowymi, zeby sie nie zmeczyly.
I nadal mieszaja w tym garze i debatuja: czy sie dziecko ma uczyc w domu czy tez nie ma obowiazku. Niech sie zacznie dopiero w szkole sredniej uczyc, zeby dziecinstwa nie tracilo, biedactwo.
“Proszę o uwolnienie córki mojej z nauki codziennej, gdyż jest mi niezbędna do pomocy w gospodarstwie. Córka moja nie ma pamięci, uczy się źle i z tej przyczyny chodzi dopiero na trzeci rok nauki, choć już 13 lat ukończy w sierpniu tego roku. Jest duża dziewucha i wstydzi się chodzić do szkoły. Proszę o przychylenie się do mojej prośby.”
Tak bylo kiedys -prosty rodzic jeszcze sie tlumaczyl. Teraz robi laske, ze wyswiadcza zaszczyt nauczania bombla uczonego, ze sie nie trzeba uczyc.
“– Szkoła nie wychowuje rodziców, ale wychowuje kolejne pokolenie, aby oni byli rodzicami jutra – mówiła ministra edukacji podczas konferencji OSKKO”. …czyli nowe kadry na szparagi do Niemiec i do montowni, bo uczymy dzieci, ze same sie nie musza uczyc, tylko ktos ma im nalac do glow wiedze na lekcji.
A jak nie umieja to przeciez “wina nauczyciela”…
Wyznaję pogląd, że jest sporo zawodów z powołania. Nauczyciel należy to takiego. Sęk w tym, że w każdym takim zawodzie niewielu jest z owego powołania.
Drogi @birbant cie, znajdz powolanie, gdy dziecko skacze ci z mebli miesiacami, bo nie przyuczono go do tego, ze trzeba troszke przysiasc, aby popisac literki a ty, jak nauczyciel kupujesz za swoje pieniadze nawet obrazki i pomoce dydaktyczne, bo juz na etapie przedszkola nic nie udostepniono. Kolejne pokazuje ci gole de, zeby przeszkodzic, gdy np. probujesz poczytac ksiazke dzieciom (zalatwiona poza placowka) lub poprowadzic pogadanke, aby dzieci przywykly, ze 20min. nalezy posiedziec i porozmawiac na zaproponowany temat.
W tym czasie dyrekcja zarzuca ci “skarzenie na dzieci rodzicom”, bo demoralizowanie dzieci traktuje jako narzedzie mobbingu. Poniewaz po tragediach w placowkach (smierc/narazanie dzieci/kalectwo)dyrekcje sa nagradzane przez wladze roznego szczebla, czego nie pokazaly chocby tylko 3 reportaze z ostatnich lat dot.tej tematyki, ktore mozna bylo obejrzec w jednej z telewizji prywatnych to sie ew.odpowiedzialnoscia karna nie przejmuja.
Na premie trzeba zarobic, a ze bhpowiec to postac mityczna w oswiacie o czym 99proc.ludzi nie wie tak jak szkolenia pierwszej pomocy i bhp bywa, ze ich nie ma to nie kazdy odnajduje powolanie w perspektywie placenia renty dziecom rodzica klienta.
Usprawiedliwiam Twoja niewiedze, bo sadze, ze z nieswiadomosci glosisz te herezje, w ktore sama nie takk dawno wierzylam. Procz powolania (i gorszych lwalifikacji niz dyrekcja) trzea tez miec finansowe oparcie. ps o widoku srodkowych paluszkow i recytowaniu przy tym przeklenstw roznorakich dla zartu - bo pani dyrektor rodzica traktuje jak klienta i “nie wie, co pani robi nie tak”-nie wspomne.
Wiem natomiast co sie robi wtedy nie tak a co nalezalo zrobic (nalezalo po pierwszej akcji z paluszkami, tylkami lub skokami zagrozic powiadomieniem odpowiednigo wydzialu policji skoro dyrektorce ani rodzicom nie przeszkadzalo, ze hoduja kandydatow na przyszlych penerow).
Niechcąco potwierdziłaś tę moją “niewiedzę”. Chodzi o to, że ludzi z powołaniem jest niewielu w każdym zawodzie, reszta to osoby wyuczone do zawodu. Znam osobiście dwie osoby, które urodziły się by wychowywać małe dzieci. Pierwsza, to św pamięci starsza siostra mojego taty. W miejscowości Deszczno niedaleko Gorzowa Wlkp bez żadnego przygotowania zaraz po wojnie jako młoda kobieta została przedszkolanką i praktycznie przepracowała w tym przedszkolu wiejskim do emerytury. Postępowania z dziećmi mogli by się od niej nauczyć dzisiejsi specjaliści, psycholodzy itd… Najgorsze tzw bachory pod jej opieką nie sprawiały żadnych kłopotów, stawały się normalnymi dziećmi. Bez żadnego terroru, przemocy kolejne pokolenia dzieciaków uwielbiały panią Julkę. Ja też ją bardzo kochałem i po prostu chciałem jej słuchać. Dziś rzecz bardzo osobliwa, prawda?
Dzieciaki przy niej uczyły się granic, których nie wolno im przekraczać, wiedziały dlaczego i chętnie to akceptowały. Jako dorośli wspominali ją bardzo dobrze, co na własne uszy słyszałem. Również i ja wspominam ją z rozczuleniem. Zawsze wiedziała, niejako instynktownie co należy robić z dzieckiem w danym momencie, jak układać relacje między dzieciakami także między nią a nimi. Miała autorytet u maluchów o jakich tylko pomarzyć mogą nauczyciele po studiach.
Drugą taką osobą była też, niestety śp moja małżonka, która ukończyła LPWP w Lęborku. I z bliska mogłem to obserwować z podziwem. To ona nauczyła mnie wychowywać nasze córki, co pozwoliło mi po jej śmierci obie wypuścić w świat w którym poradziły sobie świetnie.
Bywało tak, że w jej przedszkolu najgorsze dzieciaki brała do swej grupy i dawała radę. Widziałem jak kochała dzieci a dzieci kochały ją. Jak rozumiała te swoje maluchy, średniaki i starszaki. I jaki one miały stosunek do niej.
Mógłbym ze swego życia i doświadczenia życiowego przytoczyć wiele przykładów w innych dziedzinach, np w sporcie. Stamm, Łasak, Wagner, Górski nie kończyli żadnych studiów pedagogicznych czy psychologicznych, oni się psychologami urodzili i są teraz w historycznych annałach jako trenerzy.
Mam znajomego, który na fałszywym prawie jazdy przepracował bez żadnych kursów 25 lat i dopiero po tym zdobył legalne prawko na wszystkie kategorie. Dojeżdża już do emerytury bez żadnego wypadku przez ponad 40 lat jazdy po Europie autobusami i ciężarówkami.
Znam wiele innych takich przypadków innych profesjach, ale już przytaczał nie będę, bo, moim zdaniem przekazałem swym komentarzem co miałem na myśli pisząc o powołaniu.
Na te zmiany czekala cala Polska: rzad prawem ustanowi, ze dzieci sie moga ubierac jak chca. “Brawo!” Jak moglismy bez tego zyc i to w czasie, gdy wszyscy ci politycy z dobrem dzieci na ustach nie odnosza sie do zadnego samobojstwa dziecka w wyniku szkolnego bulyingu, pobic dzieci na terenie szkol przez inne dzieci a po smierciach/kalectwach/zglaszaniu przez nauczycieli warunkow zagrazajacyh dzieciom dyrektorzy placowek, gdzie to sie dzieje dostaja nagrody (ministra tez dala).
“Brawo!”
„W przypadku wykonanych prac pisemnych i praktyczno-technicznych nauczyciel przekazuje uczniowi informację zwrotną, której celem jest pomoc w uczeniu się, poprzez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć. Jeżeli uczeń samodzielnie wykonał pracę domową, to wyżej opisany sposób komunikowania mocnych, jak i słabych stron wydaje się najbardziej odpowiedni” – podsumowała wiceszefowa MEN."
Ciekawe o co chodzi, czy tylko o oglupienie narodu, jak sadze.
Nauczyciel z powołania wierzy w to co robi i wierzy, że robi to dobrze. Ma wiedzę, charyzmę i wewnętrzną pewność siebie a jednocześnie szanuje ucznia i chce dla niego jak najlepiej, zazwyczaj też lubi swoją pracę i ludzi (uczniów) z którymi pracuje…
Epopei o pracach domowych cd. Zawsze to jakis szum informacyjny- rzuci sie na zer gawiedzi informacje, popapla, poopowiada a dzieci nadal sa oglupiane. Ale zdanie nauczycieli, jak widze, od poczatku nie obchodzilo pan minister.
Do zbyt duzej wiedzy lub i wyksztalcenia nie nalezy sie przyznawac przelozonym, bo to glupota. A w Polsce nagradza sie dyrektorow placowek po tym, jak dziecko w wyniku zdarzenia w placowce stalo sie trwale niepelnosprawne, zmarlo albo nauczyciel skarzyl sie na niebezpieczne warunki. Jakims dziwnym trafem medialne sprawy nie pokazuja tych nagrod, ktore potem zostaly przyznane z pompa na roznych szczeblach a np.sprawa uderzenia dziecka tylem glowy i nie powiadomienia rodzica w efekcie czego zmarlo rozmywa sie w czasie bez odpowiedzi o powod smierci (patrz sprawa 10-letniej Kingi).
Potraktuj to, jako odpowiedz na swoje pytanie i pomysl, co czuje ktos, kto opiekuje sie dziecmi w takich warunkach, gdy dyr.wprost oczekuje zatajania przed rodzicem dziecka urazu glowy.
Nauczyciel to bardzo odpowiedzialna i niewdzięczna praca. Pracują w tym fachu głównie kobiety bo zarobki i prestiż są zupełnie nieadekwatne do wkładu i wysiłku… Mężczyzn przy władzy najwyraźniej to nie obchodzi… Nie polecam nikomu…
@Nunu U nas w szkole zorganizowano wyjazd kolonijny. Wychowawcą na koloniach była również dyrektoraka szkoły - jako uczestnika zabrała również swojego syna. Dzieci były niedopilnowanie i również syn pani dyrektor nabroił. Kiedy zrobiła się drama dyrektorka żeby chronić swój tyłek zwaliła winię na innego chłopca i jego rodziców a po powrocie z wyjazdu groziła im chociaż wina była po jej stronie…