Wielu moich znajomych,po prostu gaśnie w oczach,na sam dzwięk słowa,“poniedziałek”…Przyczyny są oczywiste,jeśli się pracuje pon-piąt,“od 8 do 16”
Lub jakoś podobnie…I do tego,jeśli się pracy swej nie lubi…
Ja tego nie miałem przez większość życia, a poniedziałek do dzisiaj,kojarzy mi sie często,z porannymi tramwajami które woziły mnie,po imprezach, do domu a tłumy naburmuszonych ludków,do roboty…
Ach,co to za teatrum było!!! Wszystko do góry nogami…
W radiu bywało jeszcze inaczej bo to pobudka o 5 [lub w ogóle człowiek się nie kładł…] ale za to koniec,jeszcze przed południem…I znowu ulice puste a poniedziałek niczym się nie wyróżniał…
Biedny ten poniedziałek…A gdyby go nie było,kto i kiedy by zarabiał na życie,hę?
Ot,temacik do ględzenia
Łazuka też nie lubił poniedziałku i jakoś sobie dawał radę.Nawet tramwaju nie używał tylko samego torowiska i korby…
Moja sąsiadka kiedyś tak wracała do domu…Pól miasta się śmiało…
Ja sie tylko raz zgubiłem.W Kutnie…Ale to bardzo dluga opowieść…
Umiejetnie przygotowany poniedzialek to nie jest wcale najgorszym dniem tygodnia
Wez taki czwartek? Juz weekend na horyzoncie, a jeszcze wloka sie zaległości z wtorku i środy?
Ja nawet wolę taki spokojny poniedziałek niż zwariowane wyczekiwanie weekendu.
Starzeję się?Być może…Wisi mi to.
Ostatni sylwester w tv,przekonal mnie że kulturalnie,jesteśmy blisko dna.Moi rówieśnicy najczęściej,już nawet z domu nie wychodzą więc niby za kim lub za czym,miałbym się uganiać?
Idę ulicami miasta…Kiedyś,średnio co 80-100m. trafiał mi się znajomy a co większy dziwak,tym większe prawdopodobienstwo że to"kumpel".Moje dziewczyny dalej się śmieją
Dzisiaj…Spotykam kogoś raz na pół roku.Albo rzadziej.
Ok. Siedzą w swych kapsułach zwanych samochodami…Po ostatnim pogrzebie,zobaczyłem że nawet ci ostatni z ostatnich,mają jakieś bryki…
No to już ich nie spotkam…Chyba że mnie potrącą
A kto lubi? To szok dla organizmu
Chyba będę oryginalny, ale ja… nigdy nie miałem złych skojarzeń z tym dniem :). Serio! Wręcz przeciwnie, lubię przyjść wypoczęty po weekendzie, spotkać się i pogadać z kolegami i koleżankami w pracy, popatrzeć jakie nowe zadania mnie czekają.
Wydaje mi się, że ta powszechna niechęć do poniedziałków, to jakiś atawizm z czasów feudalnych, niewolniczych, gdy praca była postrzegana jako coś opresyjnego. Dla mnie ten dzień to początek nowego, mikrorozdziału w życiu, nie tylko zawodowym.
Niech żyją poniedziałki!
To nie wiem, co @Bingola robi w tej pracy?
I nawet mobbingu tam nie ma?
Skad te czarne mysli?
Moze byc tak, że tylko spadniesz ze schodow, a kolega rozbije sie na drzewie? Wtrdy tez mozecie wyladowc w tym samym szpitalu
Dzis poniedzialek, wiec wszelkiego rzdzaju programy publicystyczne i plotkarskie (choc ostatnio trudno to odroznic) ruszyly do zdwojonego ataku. Telewizor ma wolne, wiec pewnie poniedzialki lubi?
Jak to co robię? Pracuję, co jest podstawową cechą homo sapiens.
Mobbingu nie ma i nie było.
To nie wiem, jak @Bingola to robi…
Pracuje czy nie na mobbingu?
Jak robi, że tam się da żyć?
To raczej jak oni to robią, że pracownicy mogą tam żyć?
mamy wdrożoną politykę antymobbingową.
Ja,jeśli w ogóle,wyniosłem tę niechęć,ze szkoły…Wtedy to bywał problem
Ale potem?
Podobnie jak Ty,bardzo często cieszyłem sie na spotkania.O flirtach już nie wspominając Tu lata,gdzieś od 85 począwszy,obfitowały w rozmaitość doznań
Żartuję przecież…Bardziej chodziło mi o to że prawdopodobieństwo spotkań,zmalało niemal do zera,odkąd wszyscy jeżdżą a ja tego unikam jak mogę.
A poza tym,nie ma mnie zbyt często,na domowych ulicach.A jak już jestem,to mam urlop i to są godziny które inni w pracy spędzają…
Poniedziałki, jak poniedziałki, ale to wstawanie w nocy? Jak w soboty i niedzielę pośpię do 10-tej, to w pon. budzik o 6-tej wywołuje lekki szok psychiczny. A trzeba się doprowadzić to takiego stanu, żeby do pracy te 30 km za kółkiem bezpiecznie przejechać.
Jakoś przez całe życie,udawało mi się skutecznie,omijać wszelkie dojazdy tego typu…Kiedyś nawet zrezygnowałem z pracy którą mogłem podjąć w Śremie
Teraz to ja nie lubie piątku w pracy, najbardziej wykańczajacy. Na szczęscie potem sobota.
slyszalam ostatnio, że uśmiech dyrekcji dziala cuda.Na rodziców. To może namów, niech się dyrekcja nauśmiecha w czwartek, żebyś miala lżejszy piątek? Zadowolony rodzic =mniej narowisty bombelek.