,- Mamo… A co to jest ch(x)j?
Zamarłam. I pytam. Kolejny raz w myślach pytam, dlaczego ja. Czemu do ojca nigdy nie pójdzie z trudnym pytaniem. Do niego to leci tylko zapytać, co to wiewiórka. Ewentualnie czym jest diplodok. A do matki? Z c@@@i. I tak w ogóle to gdzie to moje dziecko usłyszało takie słowo. Wyrwało się komuś pewnie, a Młoda, jak na złość, zawsze wchodzi w punkcie kulminacyjnym sytuacji. Albo może z lasu, z “Parku Rozrywki Pod Jeleniem”, od Panów, co to trunki popijają usłyszała brzydkie słowo…
Dziecko, skąd ty takie słowo znasz?
Widziałam mamo. Obrazek Ci przyniosę pokazać…
Nogi, jak nigdy się pode mną ugięły. Bo moje dziecko obrazek… Obrazek c@@@a mi przyniesie! Stwierdziłam, że nie chcę patrzeć na to. I gdy ja przed oczami miałam to dziecko moje uradowane, które biegnie do mnie z karteczką, krzycząc pytająco:
I dlaczego te dziewczynki mają takie otwarte buzie…?
…umarłam. Wewnętrznie. Nawet nie wiecie ile myśli przez głowę mi przeleciało… Stałam jak człowiek skazany na rozstrzelanie. Albo tak znienacka wzięty na przepytywanie, gdy niewinnie myślał sobie o zmywarce… I w tym momencie do rąk moich trafia obrazek.
O Boże. Chór? O chór Ci chodzi?
No tak. O c@@@j mi chodzi.”
To znalazlam. Ale Jula bardzo glosno komentowala: “Pan ma jajniczki” “Pani ma jajniczki” Ludzie sie ze zgroza obracali… Doszlam co to bylo: REKAWICZKI!!!
Gdy moje córeczki były w wieku przedszkolnym opowiedziałem im w formie bajki o tym jak źli bolszewicy ukradli koronę białemu orłowi polskiemu.
Na drugi dzień, gdy przyszedłem do domu z pracy, żona mnie pyta, co ja wczoraj za bajkę im wymyśliłem, że dziś chodzą za mną i gadają mi o jakichś borsuczkach i koronie?
Moja młodsza, gdy dochodziła lat trzech i chciała, żebym jej coś kupił w sklepiku na przeciwko, oczywiście, pójście tam razem, uśmiechała się przymilnie i mówiła; - rybko, puk mi rybki… A teraz najlepsze; Starsza mówiła mi, maleństwem będąc; tati, a młodsza najpierw zaczęła; tatus, a potem przerobiła na tutas i wypaliła kiedyś, przytulając się; kocham cię, tutas. Żona, jak to usłyszała, dostała kolki ze śmiechu. Nie wspomnę, nawet, jak zagaiła wieczorne pójście do sypialni… No i było później, - ty tutasie…
Chyba tak! Ale pamietam relaje z mojego wystepu w gorach: jechala ciezarowka i nas zakurzyla. A ja na to “chojeja, chamy, djanskie bidjo!” Nie wiem ile sobie wtedy liczylam…
Mój siostrzeniec, mając lat 2 z lekkim okładem bawił się na podłodze przepychaczem do zlewu. Moja mama cos robiła w kuchni, a ja czytałem, więcej ludu na chacie nie było. I nagle oboje słyszymy dziecięcy głosik; - kuwra, nie puszcza! Ten przepychacz się zassał do podłogi, a pacholę nie mogło go oderwać.
Wy tu od rana moderacji nie w@@@ć
bo siegne po XIII ksiege Pana Tadeusza i klasyka Fredre z Ksiezniczka Pizdolina i zobaczymy co bedzie z Waszym prawem do ekspresji werbalnej…