Śniadanie mistrzów!

Jak śpiewają bluesmani,I woke up this morning :wink:
I gdy zobaczyłem słońce,zerwałem sie!Była 6.45…
Nie zawsze się chce ale czasem…
Celebracja śniadania okazała sie oczywiście silniejsza od lenistwa.
A więc…
2 paróweczki,2 jajka na miekko,3 bułeczki typu ciabatta,holenderski ser żółty,szynka…
I HERBATA przywieziona z NY.Typu earl grey…Już niebawem sie skończy :face_holding_back_tears:
Jak to czasem fajnie wcześnie wstać!
I teraz,już w pełnym gazie,biathlon!
Mam nadzieję że zmian w programie nie będzie…

2 polubienia

To już w Anglii nie mają dobrej herbaty? :face_with_open_eyes_and_hand_over_mouth:

3 polubienia

Ależ mają…
Niemniej,o czym już pisałem,Bigelow Earl Grey,bije angielskie tego typu,na głowę…A kupiona przecież ledwie z ciekawości…

1 polubienie

A przecież w USA herbaty się niemal nie pija. Pamiętam gdy będąc tam, chciałem kupić czajniczek do parzenia esencji. Trudno było coś takiego znaleźć, w sklepach nie wiedzieli o co mi chodzi, dopiero w polskim sklepiku handlującym starzyzna udało mi się coś takiego nabyć.

2 polubienia

No to wnioskuję że na taki polski sklepik,w ogóle trafiłeś…Mi sie to nie udało ale też nie szukałem :joy:
Może i nie piją ale herbata jest dostepna wszędzie i czasem jest znacznie lepsza niż kawa.
Ja mam zresztą spaczony pewnie,pogląd na sprawę bo nie potrafię pić kawy z papierowych kubłów. :face_vomiting:
Czasem,jak już nie ma wyjścia,skuszę sie.W Starbucksie dla towarzystwa,na przykład…Jednak,bez satysfakcji.
Takich niespodzianek było wiecej.Ogólnie bardzo pozytywnie oceniam sprawy żywieniowe,nie ukrywam,ku memu wielkiemu zdziwieniu…

Tylko że zamawiając herbatę w USA trzeba wyraźnie powiedzieć, że chodzi ci o “hot tea”. Inaczej dostaniesz mrożoną jako napój domyślny. Zawsze się z tego śmiałem, bo nigdy nie zdarzyło mi się nigdzie indziej prosić o gorącą herbatkę. :slight_smile:

2 polubienia

Serio?
No,nie trafiłem na taki"problem".Może dlatego że sprzedawcy to zazwyczaj dalekowschodni Azjaci…Ale jeden taki spowolniony[!] murzyn w Waszyngtonie,też tylko spytał czy chcę away…
A może rozpoznają turystów?Nie wiem…Tam czasem tempo wszystkiego troche onieśmiela lub wręcz,wytrąca z równowagi…

1 polubienie

A jeśli już mowa o “hot tea”, to przez to naciąłem sie strasznie w restauracji meksykańskiej. Kelner zapytał, czy do dania życze sobie “hot sauce”. Potwierdziłem, bo jak można jeść zimny sos do gorącej potrawy? No i okazało się, o czym zapomniałem, że słowo “hot” znaczy też po angielsku “pikantny”. Niestety, nie dało się tego zjeść :frowning:

2 polubienia

No tak :joy:
Jezykowe cuda to inna historia…
Przyszła indianka posprzatać…Ja do niej że ok. nie trzeba ale żeby wyniosła rubbish bo bin jest pełen.I co sie okazuje?
Na bin mówią chyba inaczej ale nie uchwyciłem.Natomiast rubbish nie istnieje.Jest tylko garbage i póki do tego nie dotarłem,mieliśmy problem.Miła dziewczyna więc nic poważnego ale dziwnie tak stać i gapić się bo nie wiadomo,co druga strona mysli…
Mialem taki numer w Tunezji.
Tam tylko francuski którego nie posiadam
Przyszla dziewczyna i mówie jej że pepier toaletowy…Co mnie podkusiło by klepnąć sie w tyłek!!!
Ona pomyślała że ja zgłaszam kradzież portfela!!!
Ale za to do końca wakacji potem,mrugaliśmy do siebie na korytarzach :joy:

1 polubienie

Mielone zyletki doprawione tluczonym szklem jako sos Ci podali? Maja wybor tych źródeł kapsaicyny.
Ja moze nie sie nacielam, bo wiadomo byla to knajpa podajaca oryginalne danie meksykanskie w tym prekolumbijskie w postaci owadow również, ale zaskoczona bylam ostrym sosem czekoladowym do indyka…
Plynny czekoladowy ogień. Ale z delikatna pieczona indyczyna i slodka kukurydza? Popijane a jakze lezakowana tequilą? Przez chwile mozna sie bylo poczuc w innym swiecie.
Kantyna w Lleidzie.

A dzisiaj,powtórka.Tylko godzinę pózniej… :wink:
Znowu słońce w roli głównej…Dwa dni pod rząd!!!Wow!
Człowiek chyba już tęskni…Zima w Anglii w tym sezonie,ma oblicze niekończącego sie listopada i jestem już chyba tą ponurością,zmęczony…

Nim jednak nastał tak piękny poranek [-3 i kalifornijskie słońce! :wink:] znowu mi się śniło że mnie do matury nie dopuścili…
Włóczyłem się po Parku Wilsona i bałem się do domu wrócić…Aż pojawiła się senna myśl że"ja już maturę zdałem parę lat wcześniej i że to wszystko nie ma sensu" :roll_eyes:
Sen pozostaje dla mnie zagadką niezgłebioną…Własciwie każdy sen…

1 polubienie

Mam takie samo odczucie. Cyklicznie gnębią mnie sny o różnej treści z mojego życia na jawie. Zniekształcone dla mnie w sposób nieprzyjemny i obudzenie się jest ulgą. I tak na przykład od kiedy jestem na emeryturze, to śni mi się sytuacja, że muszę do pracy, znam trasę i zawsze coś staje mi na przeszkodzie, że do tej pracy się spóźniam. Wtedy staram się dzwonić do szefa, ale telefon nie chce działać. I wpadam w stress z tego powodu.
Odmianą tego snu bywa taki, że jestem w tej pracy, dojeżdżam do celu i kradną samochód. Nie mogę go znaleźć albo, co gorsza, nie umiem znaleźć miejsca, w którym to auto zostawiłem. I te sny ostatnio gnębią mnie dość często.

2 polubienia

W koncu odreagujesz.
Sni sie po to, żeby stres z glowy wyrzucic, albo przynajmniej odlozyc na półkę z etykietka *nieużywane *

Dzisiaj jajecznica na szynce.4 jaja,chleb serowy,plus odrobina pleśniaka…Herbata jeszcze z amerykańskich zdobyczy,Earl Grey Bigelow. :wine_glass: :blush:

A w sześć godzin później…

1 polubienie

Ty, to mogłeś włóczyć się po Parku Kasprzaka, nie Wilsona :wink: Ja byłam tam częstym gościem, bo zajęcia miałam na Matejki - do parku rzut beretem.

2 polubienia

Tak,racja :smiley:Powtórzę za Brunerem:
-Popatrz Hans jak to człowiekowi w krew wchodzi! :wink:
Tow.Kasprzak był każdej zimy niemiłosiernie bombardowany śniegiem.Tylko takie stalowe monstrum mogło to wytrzymać :wink:
Na Matejki ale w stronę…Engla [dzisiaj Niegolewskich]?
A ja mieszkałem przy Skrytej [boczna od Matejki].Aż do 2003
Mały ten świat :innocent:

1 polubienie

Matejki 48 - Collegium Mathematicum. Bardzo się cieszyłam, że nie zruszczono mu nazwy.

2 polubienia

Tak myślałem.Vis a vis zdemolowanej chyba obecnie,policji…

MO, tak, niedaleko było :slight_smile:

1 polubienie