Subiektywny slownik eufemizmow rynku pracy

Znalazlam fajna oferte pracy -z rzeczy wymaganych tylko elokwencja jest nie do wyuczenia na szybko. Na szczescie przebijanie sie przez tlum elokwentnych mi nie grozi, bo moje prawo jazdy jest nieaktualne z powodu mojej nieumiejetnosci prowadzenia auta..a co dopiero na lodzie :confused: Rozumiem teraz czemu ten kurier, ktory zabil nastolatka na pasach po pijaku jezdzil bez prawka - po prostu nic innego nie umial robic.

nawet z pijakami przegrywam na rynku pracy :confused: ..i w dodatku oni podejmuja pewnie decyzje personalne

CV - nieistniejaca pop persona i dokument, ktorego nikt nie chce czytac i nawet nie musi (oprocz jego autora). 25-letni specjalista z 30-letnim doswiadczeniem istnieje jednak tylko w CV odwaznego kandydata, wiec nie nalezy z niego rezygnowac…z siebie znaczy.

rozmowa o prace- spotkanie o cechach wystepu jazdy figurowej, w trakcie ktorego wrazenia artystyczne i estetyczne odgrywaja byc moze role pierwszoplanowa. Plus jest taki, ze po ilus takich przesluchaniach widzisz juz po twarzy rozmowcy czy cos z tego bedzie. I faktycznie z reguly nie ma nic. :frowning:
Jesli umie sie zabawiac rozmowce niczym klaun to Nitzsche jest przy tym niczym.
Na egzaminie przynajmniej nikt nie zadaje glupich pytan, ktorych sam ma dosc. Tutaj, to jest dozwolone. Najgorsze, ze nigdy nie wiesz, czy oni naprawde kogos szukaja.

aplikowanie - czynnosc, do ktorej niezbedny jest komputer z internetem, duzo czasu i odpornosci przypominajaca zarzucanie przynety.

Pytanie o długopis na rozmowie o pracę - typowe denerwujace pytanie, bo z reguly w pracy dostaje sie takie dlugopisy, ze strach je uzywac (moga sie rozlac, lub nie pisac), klienci je sami wynosza i trzeba miec takie na skuwki, zeby skuwke chowac to ci nie zabiora. A w ogole to czlowiek musi sobie sam kupowac ten dlugopis.