VNL 2026 cd

Też stawiam na jedynki. A co do Chin, to wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi… :joy:

Pal sześć, że jako gospodarz mają zagwarantowane miejsce, ale paskudztwem jest to, że jako finalista będą smrodzić w przyszłym roku na VNL. Koszt poniosła Kanada., która wylatuje z Ligi.

Wracając do meczu Włochów z Jankesami jest to bardziej moje chciejstwo, bo, prawdę mówiąc, italce są jedyną drużyną mogącą nam zaszkodzić. Dobrze by było, żeby w półfinale natknęli się na Japońców, których mniej się obawiam.

Dokładnie tak!!!
Przypomina mi się epizod z hokeja…Japonia nie mogła spadać z dywizji bo miała być Azja na mapie :woozy_face:
Yebana poprawność…

Aczkolwiek z Chinami to nie poprawność. To ordynarna żądza pieniądza.

Brazylia - Japonia
SET 1. 24:26.
Brazylia wyszła na 3:1 i utrzymywała tę przewagę do 20:18, Japonki dzięki niesamowitej obronie wyrównały na 20:20 i doszło do dogrywki. Brazylijki popełniły jedyny głupi błąd w tym secie co kosztowało je przegraniem partii.
SET 2. 25:22.
Strata wyrównana po niemal remisowej grze na bardzo wysokiej jakości. Początek tym razem należał do Japonek, ale Brazylijki wyrównały a następnie wyszły na minimalne prowadzenie, które utrzymały do końca. Punkt ostatni, to otarcie się piłki o opuszek małego palca Japonki w bloku, co wykazał challenge.

SET. 3. 25:16.
Kosmiczny koncert Brazylii szedł w takim rytmie; - 4:0, 8:2, 10:3. 18:7.
Japonki jednakowoż zaczęły istnieć po tym rezultacie i zaczęło się punkt za punkt, mniej więcej. Muszą się teraz ratować, bo blisko wylot. Chciałbym tu przypomnieć, że taki łomot dostały od naszych dziewczyn (do 17) w II secie i wiemy jak do przykro się dla nas skończyło.

A jednak Brazylia, zgodnie, zresztą z moimi oczekiwaniami. 25:20.
Japonia od początku prowadziła trzema punktami ale od stanu 18:15 jakiś demon wstąpił w szeregi brazylijskie. Wyrównały grając niesamowicie na 19:19 i poszły jak burza po zwycięstwo. Mecz pychota z obu stron. Szkoda, że taka ekipa jak Japonia musiała odpaść.
Następny mecz Brazylia rozegra z Włochami i już sobie kły ostrzę na to wydarzenie.

Włochy - Holandia 25:21. 25:16 25:16.
Jeszcze dziś obejrzę powtórkę. Będzie wieczorem.

Turcja - Kanada.
SET 1. 22:25. Zaczęło się ciekawie, nie powiem, ale Kanadyjki zasłużyły na wygranie seta. Po prostu, grały lepiej. I co na to Turczynki? Siatkówka w tym secie ładna, efektowna, oby tak dalej.

SET 2. 25:21. W tym, secie sytuacja się odwróciła. Kanadyjki zaczęły kiepsko błędami i słabą komunikacja między sobą i Turcja wyszło na 10:6. Dziewczyny z Kanady poprawiły grę i prawie dogoniły na 21:19. Niestety, w samej końcówce zagrało im się tak jak na początku partii.
Zaczyna się więc od nowa.

SET 3. 25:21. Kanada zaczęła kapitalnie do wyniku 13:17. I na zagrywce stanęła Vargas; - druzgot as, as, druzgot, i zrobiło się 17:17. Zaczął się turecki finisz wobec, którego Kanadyjki były bezradne.

SET 4. 25:17. Od stanu 5:5 pełną mocą rozebrzmiał Marsz Turecki. W ostatniej odsłonie nie było wątpliwości kto rządzi w tym spotkaniu.

USA - Chiny.
SET 1. 25:15. Jednostronny przebieg. Chinki robiły wszystko by przegrać seta.

SET 2. 23:25. Nie mam pojęcia jak to się zakończy, ale ten set jakością tyłka urywającym nie był. Amerykanki dostosowały się poziomem do Chinek i w tej partii mieliśmy anemię i niemrawość obustronną.

SET 3. 20:25. Najsłabsze dwa sety jakie widziałem w tym turnieju, a Jankeski dały tu pokaz wyjątkowej nieporadności.

SET 4. 25:17. No i proszę… Siatkarki USA wybudziły się z letargu, zaczęły grać swoje, set nabrał dzięki temu jakości i okazało się, że chińska dotychczasowa gra nie jest groźna. Ale co będzie w tie-breaku, nie wiem? Patrząc na tę zmienność, niemożliwym jest być prorokiem. :joy:

No i wygrały Chinki. 3:2

Jakoś nie jestem zaskoczony,czytając relację z poprzednich setów.Nie rusza się kijem żmii bo może ukąscić!

Włochy - Brazylia.

SET 1. 25:21.
Obie ekipy w pełnej swej siatkarskiej krasie. Do stanu 19:19 wymiana ciosów wspaniałymi akcjami a później Włoszki pociągnęły tak, że mi dech zaparło.
SET 2. 21:25.
Kosmos i galaktyka! Mnie zadziwia reakcja, refleks i przytomność umysłu tych siatkarek. O technice wspominał nie będę. Tym razem Brazylijki pokazały, że też potrafią. Przede wszystkim przyjęcie i obrona.
SET 3. 24:26.
Chyba takiego meczu u kobiet nie widziałem. Włoszki muszą wygrać by doprowadzić do loterii w postaci tie-breaka. Brazylia od początku tej odsłony prowadziły dwoma, trzema punktami ale od 20:17 Włoszki rzuciły się w pogoń i doprowadziły do 22:22, a tę niesamowitą walkę rozstrzygnęły na swoją korzyść Brazylijki.
SET 3. 25:21.
Brazyliki osiadły po tym szalonym trzysetowym tempie. Nie było takiej dokładności i dynamiki, pojawiły się głupie błędy wynikające ze zmęczenia. Wolniejsza gra posłużyła Włoszkom. Ogólnie ta partia nie była taka jak poprzednie, no cóż zmęczenie robi swoje.
SET 5. 15:12. Brazylia w finale! Włoszkom zostaje walka o brąz co ich na pewno nie cieszy.
W tie-breaku Brazylijki odzyskały oddech, natomiast Włoszki go straciły wyraźnie. I było 9:5 dla Brazylii. Wtedy Brazylijki zrobiły rzecz zdumiewającą. Otóż cztery razy po pięknej obronie nie trafiły w boisko przy kontrze. Mamy 9:9 i piękny blok Brazylii, a następnie Włoszki nie trafiają w ataku. Takiej determinacji jak u Brazylijek, żeby wygrać to dawno nie widziałem. Brały w obronie niemal wszystko i trafiały kontrą w końcówce. Dodam, że kibicowałem Brazylii.

Chiny - Turcja.

SET 1. 21:25.
Do 6:6 gra była wyrównana, ale wreszcie Turczynki zaczęły grać będąc lepsze w każdym aspekcie rzemiosła i zrobiły 21:12. Wtedy stała się rzecz dziwna, bo Chinki odrobiły pod rząd 7 punktów. Turcja z trudem ugasiła pożar i zamknęła seta.
SET 2. 15:25.
Wynik odzwierciedla grę obu zespołów.
SET 3. 20:25.

W finale Brazylia z Włochami. Będę kibicował za Brazylią ale u buka bym na nie nie postawił biorąc pod uwagę szaleństwo jakie musiały odbyć odprawiając Włoszki. Turczynki niezbyt dziś w trzech setach się zmęczyły w odwrotności do Brazylijek, które w pięciosetowej walce dały z siebie więcej niż mogły.