Wolicie urlopy po sezonie lub przed, miasta, gdzie jest mało ludzi, puste plaże i deptaki, samemu wymyślać sobie aktywności lub w bardzo wąskim gronie, czy atmosferę wakacyjną, gdzie są turyści, coś się dzieje, do późna można posiedzieć w kafejce pod parasolem, ludzie zwiedzają, korzystają z atrakcji, od rana są aktywni, żeby skorzystać jak najwięcej z dostępnych atrakcji?
Coś pomiędzy…
Zdecydowanie wolę wakacje po sezonie [Włochy,Baleary,swego czasu Chorwacja czy Wyspy Kanaryjskie…] W sezonie oprócz ekstremalnych temperatur,do szału doprowadza mnie inwazyjność debilnej “muzyki”,tego elektronicznego łomotu walącego od rana do wieczora i w nocy.
Z drugiej strony,lubię spotkania z turystami,to wieloletnie ZDZIWIENIE że jestem Polakiem
Uwielbiam rozmowy pod wspomnianym parasolem,przy winie…
Tak, takie spędzanie czasu wolnego bardzo mi odpowiada.
Mam piękne wspomnienie takiego tygodnia z moja żoną w pierwszym roku małżeństwa.
Tylko z dala od ludzi!
Są ludzie i…parapety.
Ale rozumiem.Jak widzę tych brzuchatych lujów z puszkami w łapach i ten łomot zza parawanów…
Moje miejsce na naszym wybrzeżu chyba już nie dla mnie…
Czyli w głuszy,tak?
Prawie dekadę spędziłem w Białogórze,w latach 85-93 i jeszcze w 1998.Cuś pomiedzy Woodstock a jakimś campingiem…
Baza fajna,kible raczej czyste…Niczego nie brakowało.
Ale najlepsze było to że po drodze na Dębki,plażą oczywiście,nie spotykało się żywego ducha!!! Jakieś statki na horyzoncie i to tyle jeśli chodzi o cywilizację…
Niestety,im bliżej zabudowań tym więcej śmieci…
Raz nawet,w kierunku na Wierzchucino,wzięliśmy z żoną kilka worków na śmieci i…4 godziny potem,nadleśniczemu z Choczewa kopara opadła.
Chciał polać ale ja na wódkę mam alergię i wystarczyła mi satysfakcja.Kilka worów śmieci…Ludzie to czasem faktycznie bydło.
W Szczytnej Śląskiej w niewielkim domku przy mieście, ale nie w mieście. Na zakupy jedzenia chodziliśmy 6 km w obie strony. Ale co tam, robiliśmy po kilkanaście dziennie po górach. Za wyjątkiem dwóch dni. Lipiec 1976, kilka miesięcy po ślubie.
A w ten sposób to spędziliśmy trochę czasu w Brennej,rzut kuflem od Cieszyna.Niby cywilizacja ale…Jak już się człowiek wdrapał do swej"hacjendy" to wokół nikogo…Galopujące chmury,zapach igliwia i cisza…Cisza,cisza,cisza…
I ta krystalicznie czysta woda!!!
Nie w strumyku…W kranie!!! ![]()
Nigdy tego nie zapomnę ![]()
W małej, cichej miejscowości w pobliżu Władysławowa. Odpoczywamy w ciszy ale w zasięgu spaceru mamy zgiełk nadmorskich atrakcji. Rowerem można dojechać w godzinkę do odludnych plaż na półwyspie lub pełnej skejtsurferów zatoki. Motorówką lub żaglówką do Pucka i Rewy.
Zdecydowanie - im mniej ludzi tym lepiej. I cisza - koniecznie, zwłaszcza na poczatku, dla resetu.
To Wy też bez jak ja ![]()