Właśnie wróciłem

Impreza na jakiej nie byłem nigdy…
Własciwie nie wiem po co to piszę…By sluchać kolejnych drwin i wykladów"uczonych"których wiedza,prócz faryzejskiej,ma sie tak jak mniej wiecej wiedza byka o czerwieni :face_with_open_eyes_and_hand_over_mouth:
Ale do rzeczy bo ta,okazała sie fajna!
Otóż,prosze wycieczki,byłem na 30-leciu poslugi kapłańskiej,najlepszego kapłana w moim dotychczasowym życiu!
Denerwowałem sie od wczoraj bo byłem"rezerwowym" do czytania w czasie mszy…Dla mnie liczy sie jakość,dla nich dobra wola…I juz sie na początku “rozłazimy” :innocent:
Ale ok.Poszlo bez mojego udziału…
Są ludzie którym sie nie odmawia…
I dzisiaj tak sobie szedlem tych kilka mil,myśląc o tym gościu który spedzil 9 lat w Kazachstanie,sam budowal swoj dom bo sowieci chcieli by zdechł zimą…Jesli ktoś uważnie liczy lata…Zwracam na to uwage by podkreślic raz jeszcze i bez wojny ze sowietyzm trwa DALEJ!
Nie chce wplątac tego w temat o religii i światopoglądzie.Zbyt wiele by stracił.
Sam bylem ciekaw jak sie po mszy,odnajde wśród ludzi których znam tylko z widzenia…
Nie było zle ale i nie było fajerwerków.Pare razy zle oceniłem bo ktoś kto wyglądal mi na normalnego,okazal sie doopkiem.I na odwrót!
Najfajniejsza była żona jakiegoś bonza parafialnego…Pól godziny z nią przegadalem!Na luzie i na,jak sądzę,poziomie…Ów,nie przeszkadzał :innocent:
Byli tez weterani z emigracji powojennej.Jedna z tych pań,zrobila taki smalec ze…musialem zagaić :innocent:
Wina bylo tyle jak w Kanie Galilejskiej.Przy czym,rzecz dziwna.Czerwone do bani.Za to białe Chardonnay,czy jak mu tam…Re-we-lacja!!! Plus te pomarańczowe sery…
Ale to margines…
Bardziej bylem ciekaw ludzi bo tego nie ma w internecie a jesli jest,jest skażone tendencjami.
I to wlasciwie material na osobny wątek.
Choć z drugiej strony…Byli ludzie ciekawi,byli idioci,prostacy,kabotyni oczywiscie w męskim wydaniu…Ale czy gdziekolwiek jest inaczej?
W kazdym razie,spróbowałem!

7 polubień

Sowietyzm jest nie do wyplenienia…

2 polubienia

Czyli trafiles na te jasniejsza strone czlowieczenstwa. Cenne w obecnych czasach.
Znalam lekarke po przejsciach w Kazachstanie, miałaby teraz ponad 100 lat i rodzine, ktora repatriowala sie pod koniec lat 80. Ci ludzie, którzy tam przetrwali maja taką pogode ducha jak Dante po przejsciu wszystkich kręgów piekieł. I to się czesto udziela

1 polubienie

Z racji swego wieku, jako młody człowiek wielokrotnie spotykałem się z repatriantami z dalekiego wschodu. Przecież i moi rodzice byli takimi, ale oni z bliższych stron, Litwa i Wołyń.
W Sopocie poznałem gościa, który w prostej linii pochodził od powstańca styczniowego. Wrócił z dalekiej Syberii.
Od dziecka miałem okazję słuchać wspomnień stamtąd.

Pamiętam proboszcza z Deszczna, dziś dzielnica Gorzowa Wlkp, który był prawdziwym człowiekiem, dzielił swój czas między obowiązki księżowskie, pszczoły i pomaganie ludziom. Repatriował z Gruzji, ale przedtem, jako dziecko, z rodzicami trafił, aż do Murmańska. Chyba z 8 albo 9 lat miałem, jak słuchałem go z otwartą buzią. On siedział na ławce pod ścianą starej plebanii, a ja naprzeciw niego na taboreciku. Bardzo się lubiliśmy, a bliskość wynikała z tego, że z domek ciotek miał wspólny płot z plebanią. I była furtka. Mogłem tam łazić, ile chciałem.

2 polubienia

W ogóle,zauważyłem ze emigracja parafiom jakby służyła.I księża jakby inni…Jakby świat w którym sie poruszają,był inny…
No bo jest inny!
I juz nie chodzi o pisowsko peowski podział…Czy o powypadkową trupiarnię…
Ludzie tutaj nie żyją tylko po to by bez przerwy jedni na drugich napadać i “czkać” tzw.patriotyzmem!
Ta kobieta o której wspomnialem…Z Ostrowca Świętokrzyskiego…Jest taki rodzaj “gospodyń domowych” które…nie wiem jak to robią ale na wszystko mają czas.I sie nie skarżą!Ba! Dalej czerpią radość z wstawania o 5 rano by zapier…
Imponuje mi to.Sam mam podobnie tylko ze “power” juz nie taki…Nie wiem jak to opisać ale spodobalo mi sie to spotkanie ludzi pogodnych!

2 polubienia

!?
Niezła trasa…
Murmańsk a Gruzja…Toż to ćwierć świata!
Nie ma sily…Tacy ludzie wiedzą wiecej bo widzieli więcej i nic im tego nie zabierze.A i sami w swej posludze,są inni niż parafialni skazańcy…

1 polubienie

Później, gdy się o tym dowiedziałem, to sprawdzałem na mapie odległość.

A w ogóle, to mam mnóstwo wspomnień od tych przybyszów, którym udało się wrócić. Bardzo lubiłem słuchać starszych ludzi. Nie wiem, jak teraz, ale wtedy mieli bardzo dużo do opowiedzenia i do powiedzenia.

Spotkałem kiedyś, a lat ze 12 miałem, pewnego Żyda w podeszłym wieku. Też był repatriantem ze wschodu. I miał niesamowity dar przekazywania wspomnień i swej wiedzy.
Mój Boże, przez ci ci ludzie przechodzili.

W Łebie w Kapitańskiej szatniarzem była taki dziadek rodem ze Lwowa, który dwukrotnie uciekł z sowieckiego transportu na wschód, żeby potem dobrowolnie tam pojechać za swoją dziewczyną, którą sowieccy bandyci w międzyczasie zgarnęli i wywieźli. Znalazł ją i tam daleko wzięli ślub. A potem zwiali i podążali na zachód setki kilometrów. Złapano ich i rozdzielono, a on znów ją odnalazł. Po wojnie trafili do Polski szczęśliwie.

Mój stryj też wracał do Polski w 1946 roku i ten powrót, to gotowy scenariusz na film, można powiedzieć, że nawet przygodowy.
Zastanawiam się czy tego tu nie opisać?

2 polubienia

Caly czas,mam w głowie to ze to scenariusz.Nikt by tego nie wymyślił.Moja ucieczka wuja w 1939 przez Bałkany,Wlochy,Francję do UK by potem latac na bombowcu nad Atlantykiem…Nikt juz dzisiaj nie napisze nic mądrzejszego niz to co zdarzyło sie wtedy…
Wypilbym z tym szatniarzem!!!

1 polubienie

Na poprawę humoru podam anegdotkę z nim związaną. Otóż w tej kawiarni była szafa grająca, w w niej płyta z utworem Gary Brookera, po wrzuceniu pieniądza, naciskało się B - 6.
I wszyscy, kto przyszedł, zaczynali o tego B-6. Po pewnym czasie, ten starszy pan bardzo się irytował. gdy to słyszał, ale cóż miał robić, biedny? A, jak ludzie się zwiedzieli, że go to vqrvia, zaczęli mu robić na złość. i wtedy ruszyło to mnie. Jam to był pierwszy, który położył temu kres, mimo, że uwielbiałem ten utwór. Po pewnym ostrym incydencie, nikt już nie uruchomiał tego, jeżeli ja w tym lokalu byłem.
A później pogadałem z właścicielem, żeby wyjęto tę płytę. Dostałem od dziadka francuskie wino.

Moja przyszła żona w wakacje dorabiała, jako kelnerka w tym lokalu. :grinning:

Ciekaw jestem,co to za singiel był? :thinking:
Tak czy siak,dobrze zrobiłeś!

1 polubienie

Cholera, właśnie siedzę, myślę i za chiny ludowe nie mogę sobie przypomnieć tytułu, chociaż melodia teraz, aż huczy mnie pod deklem. To on już śpiewał solo, taka powolna melodia, kurna. To był wielki światowy przebój.

To musialo być coś z Procol Harum…Brooker nie miał “swiatowych przebojów”.Plyta “Lead Me To The Water”,jakościowo,najlepsza,zostala ledwie zauważona…Ok. 1982-84

1 polubienie

maaaam!!!

A White Shade of Pale. Czy jakoś tak… :shushing_face:

Wstęp, to taka fajna przygrywka na organach… :grinning:

1 polubienie

Coorna człowieku…To był prapoczątek Procol Harum z 1967 roku!
W duchu stawialem na “A Rum Tale” ale takie rzeczy nie wychodziły na singlach…
Więc musialo być “TO”
W Polsce jeszcze w 1977 roku,w nastepstwie trasy zespolłu,była płyta,Procol’s Ninth i CHYBA singiel,Pandora’s Box ale jesli zdarzalo sie coś wiecej,musialo to być tłoczone poza krajem.

1 polubienie

Dobra, dobra…, już się tak nie burz…, dawno to bardzo było, czas zaciera szczegóły… :joy:

Nie jestem muzycznym fachowcem, ale kocham muzykę.

A rzecz działa się w 73.

Muszę zmykać, spotkamy się później.

Z polskimi parafiami roznie bywa, choc ja sie wielu ksiezom nie dziwie, bo wsrod rodakow trafia sie sporo takich, ktorzy chca traktowac ich jako dostawców kasy a do tego przenosza swoje fobie polityczne.
Ale chyba nie na tym zabawa polega, zeby modlic sie przed figura a diabla miec za skora. O ile sie nie mylę to w przypadku braku zalu za grzechy rozgrzeszenie jest niewazne a zbawienia nie da się kupić?
Co prawda ja w kosciele bywam rzadziej niz rzadko, ale w ktorej druzynie gram to wiem :wink:. I w razie czego pomocą służę.
Zresztą i tak mam blizej do lokalnego proboszcza niz jezdzic do Alicante.
W koncu Kosciol jest powszechny… Choc czasem roznice w liturgii i zwyczajach sa, to na pewno nie takie, zeby do schizmy doprowadzić.

2 polubienia

Jedna z nielicznych powiesci Grahama Greene’a,o zabarwieniu komediowym,opisywala jak to być może.A moim zdaniem,jak to być powinno…Tylko tytul… :thinking:
Po angielsku,Mosignor Quixote.W Polsce jednak nieco inaczej…A ja oryginalu nawet w ręce nie miałem…
Powiem bardzo krótko.
Wolę emigracyjny układ.Księża inni,ludzie także…I zawsze jakoś powraca do mnie ze"smutny święty to żaden święty".Bo tu,okazuje sie ze to najnormalniejsza w świecie,rzecz.

1 polubienie

Pastwić sie nad ostarnim rycerzem z La Mancha? A fe, tak nie wypada mister Green :wink::joy_cat::joy_cat::joy_cat:

1 polubienie

Oj,nie czytałaś…Wrecz przeciwnie!To jak…Kubus fatalista w sutannie :innocent:

Dobrze, to pastwic sie powinno byc “pastwic” czyli zdecydowanie w cudzysłowiu :wink:
Poczucie humoru, nawet czasem wisielcze docenianm.