Pozwolisz ze wkleję analizę sposobu przemawiania dokonana przez niekłamany autorytet - profesora Bralczyka:
"Profesor Bralczyk zrobił to, co potrafi najlepiej. Jednym zdaniem opisał polityczną scenę bez krzyku, bez piany, bez partyjnych barw. Po prostu nazwał rzeczy po imieniu. I nagle wszystko stało się jasne.
Tusk mówi jak ktoś, kto wierzy w to, co mówi. To słychać od pierwszego zdania. Jest sens, jest kierunek, jest myśl. Nawet jeśli ktoś Tuska nie znosi, to musi przyznać jedno. On mówi do ludzi, a nie obok nich. Nie bełkocze sloganami. Nie rzuca haseł jak petard. Buduje zdania, które coś znaczą. I bierze za nie odpowiedzialność.
Kaczyński w tym zestawieniu wypada jak relikt. Mamrocze. To słowo jest bezlitosne, bo idealnie trafione. Mamrotanie to dźwięk władzy, która się kończy. Władzy zmęczonej, zamkniętej, podejrzliwej wobec świata. Słowa nie niosą już emocji, tylko resztki gniewu i urazy. Jakby lider sam nie wierzył, że ktoś jeszcze słucha.
A Nawrocki wrzeszczy. Bo nie ma nic innego. Krzyk ma zastąpić treść, pewność i kompetencje. To jest styl z podwórka, nie z debaty publicznej. Głośniej znaczy słabiej. Im większy hałas, tym większa pustka w środku. Wrzeszczą ci, którzy nie potrafią przekonać.
Bralczyk nie analizuje sondaży. On czyta język. A język nie kłamie. Zdradza emocje, kompleksy i intencje. Pokazuje, kto jest w drodze, kto stoi w miejscu, a kto się cofa.
Polityka zaczyna się od słów. Jeśli ktoś nie potrafi mówić do obywateli normalnie, to nie będzie też normalnie rządził. Jeśli ktoś krzyczy, to znaczy, że nie ufa ani ludziom, ani sobie. Jeśli ktoś mamrocze, to znaczy, że czas mu się kończy.
Dlatego ta krótka wypowiedź profesora jest jak kubeł zimnej wody. Bez ideologii, bez partyjnych flag. Czysta obserwacja. I właśnie dlatego tak bardzo boli tych, których dotyczy"
Piotrek K.