Nie wiem, ja tak nie widziałem tego meczu. To był jej pierwszy mecz na mączce od dłuższego czasu, tj. od zeszłego roku. Ta powierzchnia ma swoje prawa. Poza tym przeciwniczka to typowy gracz deblowy, i z tego powody jej styl mógł nie podejść Idze, gra bardziej obronna. No i może fakt, nie do końca wyćwiczone stałe punkty gry, tj. serwawania. Na to jeszcze przyjdzie czas. Trochę stresu też mogło wynikać że takie zmiany porobiły się w jej boksie trenerskim. Ciekawe, czy Darii częściej nie będzie, czy to była tylko wyjątkowa nieobecność. Dziewczyny za bardzo się zżyły ze sobą, i to moim zdaniem obciążyło zbytnio Igę. Straciła poczucie autorytetu w tym boksie, a to powinien być jej trener bezwzględnie. Jej głowa, czy jej brak bardziej z tego wynikał.
Teraz musi nauczyć się grać trochę niezależnie od wszystkich osób, bo cały czas była na tym dziwnym wspomaganiu wieloosobowym. Mówiło się gdzieś wcześniej, że ona wszsytko wygrała dzięki automatyzmowi w grze, gdzie świadomość jej gry była słabsza. Teraz jednak musi zacząć grać sama, to jej weźmie czas, ale grę ma dosyć ładną jak jej wszystko wchodzi. Wiadomo, tzw. diabły w jej głowie cały czas będą.
No tak ale…Ty cały czas mówisz o sprawach poza kortem.Czy raczej,poza grą.Daria,debel,nawierzchnia,boks…
Ja raczej o tym co widziałem…
Oczywiście,to wszystko się zazębia ale bez przesady!
Nie gadamy o juniorce a o królowej Roland Garros! I to przez lata!
Nawierzchnia zeszła u mnie na dalszy plan.Iga wygrała Wimbledon!!! I całe to pieprzenie o preferencjach i ulubionych nawierzchniach,posłała w kąt!
Moim zdaniem tu chodzi o coś innego.Nawet jeśli Iga wygra Stuttgard [w co bardzo wątpię…] nie widzę ŻADNYCH przesłanek do powrotu na tron.
Z drugiej strony jednak…
Iga już swoje zrobiła.Po mistrzowsku.Jak nigdy dotąd.Szkoda że nie da się pogadać z Jadwigą Jędrzejowską… 
Ona JEST mistrzynią.Jak Małysz,Sikora czy Stoch.Jak Majewski czy Korzeniowski.Jak Otylia czy teraz Natalia…Doszła tam gdzie nawet śladu naszych nie było przez pół wieku!
Cały czas mam poważne opory by znowu czegoś od Igi chcieć…
Ona jest w takim wieku że wciąż się walczy.I ok.!!! W sporcie o to chodzi.
Ale złego słowa…Powinno się tego zaprzestać…
Taka refleksja…
Ciekawe jak długo w tym wytrwam 
Odnoszę nieodparte wrażenie, że problem Igi tkwi w niej samej. Prawdę mówiąc, to wiemy tylko tyle, że kiedyś gromiła rywalki, była jak walec, a teraz tego nie ma. Dodam, że umiejętności ma z najwyższej tenisowej półki. I więcej nie wiemy nic, a jak czytam opinie ekspertów różnorakich, to dochodzę do wniosku, że oni też nic nie wiedzą. Albo nikt nie chce głośno powiedzieć, co tak, naprawdę wie. Czasem tylko padają aluzje na temat boksu Igi. Iga straciła coś co było jej atutem czyli stabilność gry. Pierwszego seta potrafi wygrać 6:1 aby potem przegrać dwa następne za “pomocą” niewymuszonych błędów robionych seriami. Z Magdą zrobiła 48, a w poprzednim pojedynku 46. Nie wiem ile ich było z Siegemund, ale niemało. Pierwsze 3 gemy Iga była odrzutowym buldożerem, Niemka tylko statystowała i nagle dwa następne, totalna klapa. W sumie jednak wysoko wygrała. Zgadzam się z Tobą, że tu żaden trener nie pomoże., chyba, że znajdzie się ktoś kto dotrze do jej głębi i przypomni jak ma używać narzędzi. Ale ja w to nie wierzę, bo teraz jest czas wysoko wykwalifikowanych fachowców trenerów, psychologów, a nie ma ani jednego Stamma, Łasaka, Górskiego czy Natale Rea (wieloletni trener reprezentacji włoskiej w boksie), takich, których mieliśmy w la. W jednym z pytań wypowiadałem się o tzw powołaniu do zawodu. Wymienieni przeze mnie jako amatorzy w psychologii robili cuda powodując, że ich podopieczni zdobywali najwyższe cele.
Podobny problem ma jeszcze kilka topowych zawodniczek, ale Iga chyba najbardziej jest nim dotknięta.
Tenis w tej formule, to sport wyniszczający psychikę i jak pokazuje historia, niewielu wytrwała w topie długi czas.
Nikt zatem nie wie jak potoczą się dalsze losy Igi na kortach. Coś ją gnębi mentalnie, być może jej własne usposobienie. Być może tkwiący w niej jakiś czynnik zewnętrzy. Bo grać ona potrafi najlepiej ze wszystkich dziś tenisistek. Ale nie potrafi tego utrzymać w całym meczu, bądź w kilku meczach.
Na podstawie wczorajszej gry Igi wydaje mi się, że trzeciego porszaka nie będzie. Ale to nie koniec sezonu. Może Iga odpali?
Powiedziałbym raczej że tutaj następuje zderzenie oczekiwań i zapaści.Takich oczekiwań jak wobec Igi,nie ma wobec np. S.Kenin czy dowolnej Czeszki…Czy ślicznej Raducanu itp.
Iga osiągnęła znacznie więcej i dlatego szum jest na cały świat.I do tego jest NASZA!
Ten włoski trener…Nie kojarzę ale Włosi nigdy seriami medali w boksie nie zdobywali.
Natomiast niemal automatycznie przychodzi mi na myśl francuski trener kolarstwa amatorskiego, Ubron który przez całe swe życie jezdził z Wyscigiem Pokoju i opiekował się Danguiliamem czy Marcelem Ducheminem…Jest takich trenerów znacznie więcej by wspomnieć choćby lekkoatletykę i naszego Matusińskiego od 400 m. ale to wiesz…
Żaden trener nie wychodzi jednak poza narożnik.Ring czy arena to pole walki zawodnika.I tu koło się zamyka bo dalej nie wiemy czy Iga podoła oczekiwaniom.
I masz rację co do tego,co ktoś chce lub nie chce ujawnić…Jednak utrzymanie jakichś wielkich tajemnic jest raczej trudne w przypadku topowych sportowców.Jest to możliwe ale…Ja w to nie wierzę i dalej uważam że jedno spektakularne zwyciestwo może zrobić więcej niż cała akademia teoretyków.
Natale Rea, to czasy naszego pana Feliksa Stamma. Bardzo się obal lubili i szanowali. A wspomniałem o nim dlatego ponieważ ten gość robił coś niesamowitego. Polegało to na tym, że co któryś jego podopieczny zdobył medal, to odchodził na zawodowstwo, Z pod jego ręki wyszedł mistrz świata w zawodowstwie Nino Benvenutti, który pokonał jeszcze w amatorstwie naszego Tadeusza Walaska w finale ME. Temu włoskiemu trenerowi kadra rozpadała się przez to co rok, góra dwa. I zaczynał od nowa. Jego zawodnicy regularnie stawali na podium ME i IO. Np Lopopolo, ten, który przegrał w Rzymie finał z naszym Paździorem. I póki Rea trenował zawsze któryś z Włochów coś zdobył. Był mistrzem motywacji podobnie jak Stamm.
Cóż…Jeśli się mylę to niezbyt wiele…Od dziecka śledziłem wszelkie staystyki,klasyfikacje medalowe i punktowe.I nie pamiętam żadnej obecności Włochów.Może za Twoich czasów,w latach 60-tych ale nie potem.
*Na ogół polegam na swej pamięci ale tutaj z ciekawością,sprawdziłem.I faktycznie,wyłania się obraz innej włoskiej ekipy,w latach 60-tych.W klasyfikacji dekady mieszczą sie w top-6
Gdy nastały lata 70, Rea przestał być trenerem kadry, a 79 odszedł na zawsze.
Włosi w jego czasach byliby znacznie wyżej w boksie, ale zawsze 'uciekali" na zawodowstwo. Widziałem go w tv podczas IO i ME, oczywiście w narożniku. Polscy komentatorzy wyrażali się o nim z wielkim szacunkiem.
Tak…Inne czasy.
Jedyny szacunek jaki pamiętam z nie moich czasów,prócz obowiązkowego wobec ZSRR,dotyczył Laslo Pappa.A i to jak przez mgłę…
Laszlo Pappa to i ja mgliście pamiętam, poznałem go dzięki ojcu. który nim się zachwycał. Na YT można znaleźć jego walkę z młodym Pietrzykowskim. I mój tata był na tej walce w W-wie. Niestety, na filmiku go nie ma. 
Teraz już głowy nie dam ale to chyba Stefan Rzeszot o nim gadał…
Ograniczony dureń który jednak potrafił tworzyć klimat…
Nigdy nie zapomnę jak opowiadał o słonecznej pogodzie podczas hokejowego Turnieju Izwiesti odbywającego się przecież w hali. 
Mnie wkurzał Zmarzlik gdy komentował boks. Typowy sowiecki dupowłaz. U niego zawsze wygrywali ruskie, nawet jak było widać, że przegrywają. 
Kanalia.Ze stanu wojennego go pamiętam…
Właśnie skończył się mecz Rybakiny ze Shaider. Wygrała Jelena 6:3 6:4. Oglądam już trzeci mecz tego turnieju i mam wrażenie, iż chodzi tu o to, która, którą prześcignie w robieniu niewymuszonych błędów własnych. A zaczęło się niesamowicie dla Jeleny. W pierwszych trzech Jelena pojechała z rywalką, tracąc w trzecim tylko punkt. I co? Ano, zrobiła się 3:3, bo Jelena zaczęła robić to do czego przyzwyczaiła nas Iga. Waliła takie babole, że głowa mała. Kiedy Shaider ją dogoniła, to ona z kolei przejęła tę pałeczkę i zaczęła trafiać wszędzie tylko nie w kort. Druga partia była bardzo wyrównana, było kawałek dobrego tenisa do stanu 4:4. Obie pokazały ładną grę przy siatce. Ale obie też nadal wzajemnie darowały sobie punkty i nie miało znaczenia kto serwował. Przy 4:4 serwowała Shaider i praktycznie dała się przełamać z powodu niewymuszaków. Przy swoim serwisie Jelena zagrała normalnie nie myląc się,co zamknęło mecz.
A Samsonowa okłada Gauff i prowadzi 3:0 w I secie.
Kapitalne dwa gemy Coco. 3:2. Coco szaleje, jest już 3:4. Odrodziła się i 4 niesamote gemy pod rząd. Samsonowa robi co może, ale Gauff bierze wszystko. Obrona, atak i serwis.
Brawo Samsonowa! Gem na czysto i 4:4. Co za mecz!
Samsonowa nie odpuszcza. W obustronnie pięknym gemie przełamuje rywalkę. Po kilku efektownych wymianach. Coco dwa razy napisała poezję przy siatce, ale zrobiła w decydującym momencie podwójniaka i skusiła milimetrowym autem.5:4.
Za pół godziny…Wcześniej do domu nie dotrę 
Rozumiem.
Tymczasem Coco wygrywa I set 7:6. I to jest tenis, na który chce się patrzeć.
Trzy gemy dla Coco i 3 :0 dla niej.
5:0. Nie to, że Samsonowa gra słabo. Coco wszystko odbiera, wszystko jej wchodzi i zajebiście gra na siatce.
Gauff zamknęła mecz swoim podaniem na czysto. 7:6 6:0
Widziałem w pubie,jakby na przekór temu co piszesz,gem z 3 na 4:0.Ale faktycznie…Stawiania kropki nad"i" to Samsonowa musi się jeszcze uczyć 
Tego gema nie widziałem, bo transmisję przycięło. Wczoraj też z tego Stuttgartu transmitowali jak krew z nosa.
Andriejewa wygrała z Parks ( meczu nie widziałem), będzie zatem grać z Igą, chyba dziś po 17.
Tymczasem rozpoczyna się pojedynek Noskowej ze Świtoliną.
Switolina wygrywa I set 7:6 7:2.
Set taki sobie bez błysków. Tie-break posypał się Czeszce.
Wygrywa Switolina 7:5. Set dobrej tenisowej pracy z obu stron. Czeszka przegrywała 2:5, odrobiła na 5:5 w bardzo dobrym stylu. Ale gema ze swoim podaniem spartoliła.
Ukrainka zaś, moim zdaniem wygrała serwisem; 11 asów i kilka punktów bezpośrednich po serwie. Potrafiła mieć dwa asy pod rząd w kluczowych momentach. I nie były to bomby ponad 180km/h ale takie spryciule bardzo dokładne z mocną rotacją. Gra w polu była natomiast bardzo wyrównana.
A teraz Muchova vs Gauff.
3:1 - na razie Czeszka gra znakomity tenis. Ale Coco z Samsonową też przegrała pierwsze 3 gemy, a potem weszła na poziom niedostępny dla ruskiej.
Set I dla Muchovej. Rozegrała go wspaniale, woleje dropszoty, mało błędów. Coco spięta, gra bardzo siłowo i często trafiała w siatkę albo nie trafiała w kort. 6:3
Set II dwa cudowne gemy Muchowej - woleje, gra przy siatce, winnery; piłki w korcie Coco przy liniach. 2:1.
2:3 - swój serwis Coco wygrywa bez problemu, ale następny gem to obustronny kunszt. Długi gem, w którym Coco przełamuje Czeszkę.
Takich pojedynków więcej - 5:4.
5:7 będzie III set. Ale ja spadam stąd, córka przyjechała, koniec z netem na dziś.